Gorące
Derby Krakowa

Derby Krakowa wracają po czterech latach. Uryga jako jedyny w Wiśle wie, jak smakują

Derby Krakowa wracają do Ekstraklasy, a kibice Wisły zaczepiają kapitana na mieście z „motywacyjnymi” radami. Alan Uryga mówi wprost, że to nie pomaga, i tłumaczy, skąd bierze się ciężar tego meczu.

Piotr Olszewski

· 5 min czytania

Stadion Wisły w Krakowie podczas meczu towarzyskiego Polska - Australia
Fot. Piotr Drabik / Wikimedia Commons, CC BY 2.0

Pierwsze plakaty Alan Uryga zobaczył w okolicach stadionu przy Reymonta i na miasteczku studenckim. Patrzyła z nich jego własna twarz, bo to on promuje piątkowe derby Wisły z Cracovią, pierwsze w Ekstraklasie od ponad czterech lat. Dobrze wie, dlaczego padło na niego. - Jestem wychowankiem Wisły, a zarazem zawodnikiem aktualnie najdłużej w niej grającym. Jako jedyny też w obecnej drużynie posmakowałem meczu derbowego na poziomie Ekstraklasy - powiedział Krzysztofowi Kawie z „Przeglądu Sportowego”.

W tym zdaniu mieści się cała sytuacja, w jakiej Wisła podchodzi do 204. Wielkich Derbów Krakowa. Drużyna Mariusza Jopa świetnie zaczęła sezon, a jednak w jej szatni tylko jeden człowiek wie z własnego doświadczenia, czym ten mecz różni się od zwykłej kolejki. I to właśnie jego zaczepiają na ulicy kibice, żeby mu wytłumaczyć, jak bardzo trzeba wygrać. Niczego nowego mu nie mówią. Uryga przyznaje otwarcie, że takie „motywacyjne” rozmowy drużynie przed derbami nie pomagają, bo jego kłopot jest inny: musi przekazać ten ciężar ludziom, którzy nigdy go nie nieśli.

Ikarusem na Reymonta

Uryga ma 32 lata i nosi ten mecz w sobie od dziecka. Ojciec, kibic Wisły, zabierał go na stadion, gdy chłopiec miał dwa-trzy lata. Z Nowej Huty jeździli przegubowym Ikarusem pełnym kibiców. W tamtej dzielnicy, jak wspomina, Wisła rządziła całkowicie, a fana Cracovii trudno było spotkać. Częściej trafiał się ktoś od Hutnika.

Właśnie do Hutnika rodzice zapisali go na pierwsze treningi, choć nie z sympatii, tylko z konieczności. Rodzina nie miała samochodu, a codziennych dojazdów na drugi koniec miasta nie dało się pogodzić z pracą. Do Wisły przeszedł jako 11-latek, kiedy był już na tyle samodzielny, żeby jeździć autobusami sam, i na tyle dobry, że dostał zaproszenie od trenera rocznika Marka Koniecznego.

Jedna historia z tamtych lat brzmi dziś jak anegdota napisana przez los. W 2010 roku szesnastoletni Uryga pojechał z kolegami na derby rozgrywane na stadionie Hutnika. Biletu nie miał i nie zdobył go nawet w klubie, więc liczył, że coś uda się załatwić na miejscu. Nie udało się. Wrócił do domu i obejrzał w telewizji, jak samobójczy gol Mariusza Jopa daje remis 1:1, który odebrał Wiśle mistrzostwo, a Cracovii zapewnił utrzymanie. Ten sam Jop jest dziś jego trenerem.

Ryska po Covilo

Z bilansu derbów Uryga dumny być nie może i sam o tym wie. W sześciu meczach z Cracovią w barwach Wisły wygrał raz, dwa razy zremisował i trzy razy przegrał. Kiedy usłyszał te liczby, zareagował: „Aż trzy? Myślałem, że więcej remisów było… W takim razie biję się w piersi”. W Wiśle Płock zagrał z Cracovią kolejne sześć razy i nie wygrał ani razu, choć tamtych spotkań nie chce stawiać obok derbów.

Debiut przyszedł we wrześniu 2014 roku i skończył się porażką po golu Miroslava Covilo w doliczonym czasie. Wtedy nazwał to traumą. Dziś mówi spokojniej, ale w tym samym duchu: „Została jakaś ryska, mam nadzieję, że więcej ich nie będzie”. Jedyne zwycięstwo odniósł w marcu 2015 roku, 2:1 po golach Semira Stilicia i Pawła Brożka. Kibice pamiętają z tamtego meczu głównie lisa, który wbiegł na boisko i przerwał grę. Uryga go nie zauważył, o lisie dowiedział się później z filmików w sieci.

Skąd ta niemoc? Uryga sięga po frazes i sam go tak nazywa: derby mają własną logikę, często niezależną od tabeli i formy. Tym razem ta uwaga waży więcej niż zwykle, bo tabela wyraźnie przemawia za Wisłą.

Szatnia bez wiślaków

Największą różnicę między dawnymi a dzisiejszymi derbami Uryga widzi w ludziach. W latach 2014-2016 kapitanem był Arkadiusz Głowacki. Mówił mało i nie musiał nikogo motywować, bo „w szatni roiło się od wiślaków, którzy dzisiaj są legendami klubu. Większość drużyny rozumiała rangę tego meczu bez słów”. Teraz rodowitych krakowian jest w drużynie dwóch: on i Kuba Krzyżanowski, który zaczynał w Bronowiance. Kadry buduje się dziś inaczej i Uryga zaznacza, że dotyczy to wszystkich polskich klubów, nie tylko Wisły.

Stąd jego niechęć do ulicznej motywacji. Piłkarzowi, który przyjechał do Krakowa niedawno, ciężar derbów musi przekazać ktoś z szatni, a w tej szatni zrobi to przede wszystkim Uryga. Na mieście słyszy więc głównie to, co wie od czasów Ikarusa.

Druga strona miasta sama dostarczyła mu tymczasem paliwa. W rozmowie z TVP Sport wrócił do tego, co działo się po spadku Wisły: „Były billboardy na mieście, plakaty, hasła w stylu »jedyna poważna piłka w Krakowie«. Mam wrażenie, że oni wcale nie żałowali, że nie ma derbów”. Szpilki wbijali zresztą, jak zauważył, nie tylko kibice Cracovii, ale też oficjalne media klubu.

Ostatni raz obie drużyny spotkały się w lidze 1 maja 2022 roku. Skończyło się bezbramkowym remisem, a kilkanaście dni później Wisła spadła. Na powrót czekała cztery lata i jako beniaminek radzi sobie dobrze: po 13 kolejkach ma 21 punktów i jest ósma. Przy Reymonta wygrała wszystkie sześć meczów, za każdym razem strzelając dokładnie dwa gole. Cracovia zajmuje tymczasem 13. miejsce, od trzech spotkań nie wygrała, na wyjazdach w sześciu meczach zdobyła dwa punkty, a rada nadzorcza właśnie odwołała prezesa Murata Colaka. Wiśle zabraknie kontuzjowanego Jamesa Igbekeme, a Uryga będzie musiał pilnować Ajdina Hasicia, którego nazywa motorem napędowym rywali.

Gol do zwizualizowania

Do tego miejsca Uryga doszedł okrężną drogą. Przeszedł dwa zerwania więzadła krzyżowego i rehabilitację, którą nazywa najgorszym momentem kariery. W Wiśle rozegrał 192 mecze, w Wiśle Płock 120, a kontrakt przedłużył do 30 czerwca 2028 roku. Rekordu derbowych występów w XXI wieku, który należy do Marcina Cabaja i wynosi 12 spotkań, do tego czasu nie pobije, ale liczy, że pogra dłużej.

Na piątek ma jeden konkretny plan. Przed meczem ze Śląskiem zapowiedział gola i go strzelił. Teraz chce w podobny sposób „zwizualizować” sobie bramkę w derbach, czyli coś, czego w karierze jeszcze nie przeżył. - Wierzę, że w meczu z Cracovią będę miał okazję do radości po strzelonej bramce - mówi.

Mecz zaczyna się w piątek 6 listopada o 20:30 przy Reymonta, tam, dokąd chłopak z Nowej Huty dojeżdżał kiedyś z ojcem przegubowym Ikarusem.

Wpis z pasa „W ruchu”, 6 listopada 2026. Na zdjęciu: Stadion Wisły w Krakowie podczas meczu towarzyskiego Polska - Australia.

Źródła (5)
Następny tekstMiedwiediew wraca do Turynu. Po roku przerwy gra o coś więcej niż powrótWygraną z Adrianem Mannarino w Wiedniu Daniił Miedwiediew po raz siódmy zapewnił sobie start w turnieju mistrzów. Rok temu go w Turynie zabrakło. Teraz przyjedzie z czterema tytułami, a w stawce nie będzie Jannika Sinnera.

Z Promptowego - blog o AI tego samego autora