3 listopada Marcin Torz napisał na platformie X, że władze Śląska Wrocław analizują możliwość zatrudnienia Czesława Michniewicza. Kilka godzin później ten sam dziennikarz zamieścił drugi wpis: „Czesław Michniewicz przekazał mi przed chwilą, że na dziś nie jest zainteresowany pracą w żadnym polskim klubie”. I na tym skończył się powrót byłego selekcjonera do Ekstraklasy, zanim ktokolwiek zdążył go na poważnie rozważyć.
Sama plotka niewiele by znaczyła, gdyby nie to, kto i komu odmówił. Śląsk stoi nad przepaścią i rozpaczliwie szuka ratunku. Michniewicz, trener, który przez lata dał się poznać jako fachowiec od zadań specjalnych, od dwóch lat nie prowadzi żadnej drużyny. A jednak nie skorzystał z okazji, choć trudno o posadę, która lepiej pasowałaby do jego wizerunku.
Wrocław w strefie spadkowej
Kryzys we Wrocławiu narastał od tygodni. Śląsk jest w tym sezonie beniaminkiem i po 13 kolejkach ma zaledwie dziewięć punktów. Zajmuje szesnaste miejsce, więc jest w strefie spadkowej. Z siedmiu ostatnich meczów ligowych przegrał sześć. Wcześniej pożegnał się z Pucharem Polski po porażce 1:2 z Odrą Opole, co tylko dołożyło nerwowości w klubie, który i tak miał coraz mniej powodów do spokoju.
Przegrana 1:3 z Radomiakiem Radom przelała czarę. Klub odsunął od pracy z pierwszym zespołem słoweńskiego trenera Antego Simundzę, a we wtorek rozstał się także z dyrektorem sportowym Rafałem Grodzickim. W ciągu kilku dni Śląsk stracił więc zarówno człowieka, który prowadził drużynę, jak i tego, który zwykle odpowiada za wybór trenera. To wyjątkowo niewygodny punkt wyjścia do poszukiwań: nowego szkoleniowca trzeba znaleźć szybko, a nie ma komu formalnie przeprowadzić tego procesu.
Zespół tymczasowo przejął Toni Golem, dotychczasowy asystent Simundzy. To on poprowadzi Śląsk w sobotę 7 listopada w meczu z Piastem Gliwice.
W takiej atmosferze nazwiska kandydatów pojawiają się szybko i równie szybko znikają. Michniewicz był jednym z pierwszych.
„To był moment”
Torz ujawnił, że pomysł w ogóle się pojawił. Piotr Wołosik w programie „Ofensywni” pokazał, jak niewiele z niego zostało. Jego zdaniem nazwisko Michniewicza padło w klubie tylko przelotnie. „Ktoś powiedział: absolutnie nie. To był moment. Ktoś tam rzucił jego nazwisko, ale bardzo szybko ta kandydatura została odrzucona” - mówił. Dodał, że sprawa trwała tak krótko, że Michniewicz „pewnie sam może nie wiedzieć”.


Z obu relacji wyłania się obraz flirtu, który obie strony zakończyły, zanim się na dobre zaczął, i to każda na własną rękę. Klub skreślił kandydata, kandydat skreślił klub. Michniewicz poszedł zresztą dalej niż Wrocław, bo wykluczył pracę w całej polskiej lidze, nie tylko w Śląsku. Tę samą deklarację usłyszeli od niego Łukasz Ciona i Wojciech Kowalczyk, który widział się z nim niedawno przy okazji transmisji w Kanale Zero.
Najwięcej mówią w tej odpowiedzi dwa słowa: „na dziś”. Michniewicz nie zatrzasnął drzwi na zawsze. Mówi tylko, że teraz nie zamierza przez nie przechodzić, i zostawia sobie miejsce na zmianę zdania, gdy pojawi się propozycja, która go przekona.
Strażak w studiu
Jak na trenera z jego życiorysem to długa przerwa. Michniewicz prowadził reprezentację Polski, a po rozstaniu z kadrą w 2023 roku wybrał pracę za granicą: najpierw w saudyjskim Abha Club, potem w marokańskim AS FAR Rabat. Z Rabatem rozstał się w październiku 2024 roku i od tamtej pory jest bez klubu. W Ekstraklasie ostatni raz pracował ponad pięć lat temu, jako szkoleniowiec Legii Warszawa.
Dziś jest przede wszystkim ekspertem Kanału Zero, gdzie ma własny program i regularnie zabiera głos. Ocenia w nim trenerów pracujących w lidze, do której sam nie chce wracać. Mateusz Topolski z serwisu mymistrzowie.pl ujął to bez ogródek: Michniewicz „ocenia innych w swoim stylu, a sam czeka nie wiadomo na co”. Topolski uważa też, że utrzymanie Śląska to zadanie skrojone dla trenera, który przez lata budował sobie markę strażaka.
Michniewicz najwyraźniej widzi to inaczej i trudno mu się dziwić. Klub bez dyrektora sportowego, w strefie spadkowej, po serii porażek może kusić kogoś, kto lubi trudne misje i musi coś udowodnić. Kogoś, kto ma wygodne miejsce w studiu, pozostaje obecny w środowisku i nigdzie się nie spieszy, raczej odstraszy. Ryzyko jest bowiem oczywiste: kolejna nieudana misja zostałaby w życiorysie na dłużej niż kilka udanych programów.
Lista bez Michniewicza
Śląsk szuka więc dalej. Według Wołosika na czele listy życzeń stoi Aleksandar Vuković, którego popiera „umiarkowana większość” decydentów. Drugim kandydatem ma być Ryszard Tarasiewicz, którego zatrudnienie byłoby „ukłonem wobec tych starszych kibiców, tego twardego »elektoratu« Śląska Wrocław”. Torz opisywał jeszcze inne warianty: zostawić drużynę Golemowi albo sięgnąć po bardziej doświadczonego szkoleniowca, być może z zagranicy.
Każda z tych dróg oznacza co innego. Vuković otwiera listę i ma najszersze poparcie. Tarasiewicz to sentyment i gest wobec najwierniejszej części trybun. Golem to ciągłość, bo zna szatnię od środka i już teraz prowadzi zespół. Michniewicza na tej liście już nie ma. Sam się z niej wypisał.
Pierwszy sprawdzian przyjdzie w sobotę w Gliwicach. Śląsk zagra z Piastem bez stałego trenera, bez dyrektora sportowego i z dziewięcioma punktami na koncie. Michniewicz obejrzy ten mecz zapewne tak, jak ogląda piłkę od dwóch lat: ze studia, a nie zza linii bocznej.
Wpis z pasa „W ruchu”, 5 listopada 2026. Na zdjęciu: Czesław Michniewicz, były piłkarz i trener.
Źródła (5)
- śląsk wrocław - Gruchnęły wieści w sprawie powrotu Czesława Michniewicza do Ekstraklasy - Google Trends PL, 4 listopada 2026
- Czesław Michniewicz wróci do Ekstraklasy? Trener postawił sprawę jasno. Jest deklaracja - supersport.se.pl
- Michniewicz mówi „nie”. Huczy od spekulacji - sportowefakty.wp.pl
- Czesław Michniewicz nie chce pracować w Ekstraklasie? Jasne stanowisko byłego selekcjonera - mymistrzowie.pl
- Zdjęcie - Fot. Roger Gorączniak / Wikimedia Commons, CC BY 3.0



