Gorące
Tesla przegrywa

Tesla winna oszustwa przy Solar Roof. Sąd ukarał ją za ukrywanie dokumentów

Kalifornijski sąd uznał Teslę za winną oszustwa, bo firma uparcie nie wydawała dowodów. Właściciel domu wycenia naprawę dachu na ponad 2,5 mln dolarów, a Tesla zaproponowała mu kiedyś 5000 dolarów.

Piotr Olszewski

· 5 min czytania

Dach solarny Tesli na domu w Onalasce w stanie Wisconsin
Fot. Wikideas1 / Wikimedia Commons, CC0

13 stycznia 2021 roku dyrektor Tesli Bobby Yang wymieniał SMS-y z innymi pracownikami firmy w sprawie domu w Rancho Santa Fe w Kalifornii. W procesie wiadomości te figurują jako eksponat numer 224. Ich treści nikt jeszcze publicznie nie widział, ale strona powoda opisuje je jako rozmowę o „eksperymencie” na domu klienta, z którego codzienne raporty trafiały do Elona Muska. To słowo, „eksperyment”, znalazło się potem w orzeczeniu sędzi.

Sprawa Conroy v. Tesla trafiła w 2022 roku do Sądu Wyższego w San Diego, do wydziału North County. 11 września 2026 roku sędzia Cynthia Freeland uznała Teslę za odpowiedzialną za oszustwo i za wprowadzenie klienta w błąd przez zaniedbanie. Nikt nie udowodnił firmie kłamstw. Sędzia przesądziła sprawę, bo Tesla przez wiele miesięcy nie chciała oddać sądowi własnych dokumentów. Firma, która miała zbudować dach przyszłości, przegrała więc na papierach.

Dach bez jednej kilowatogodziny

Ambrose Conroy zamówił Solar Roof w marcu 2020 roku. Musk pokazał ten pomysł w 2016 roku na zapleczu Universal Studios. Zamiast paneli przykręcanych do dachu miały być szklane dachówki, które same produkują prąd. Pierwsza umowa opiewała na 82 210 dolarów za instalację o mocy 13,1 kW. Po dwóch aneksach, w lutym 2021 roku, cena wzrosła do około 110 000 dolarów, a w zamówieniu był już dach o mocy 18,2 kW i sześć domowych akumulatorów Powerwall.

Dach nigdy nie został skończony. Nie przeszedł odbioru w urzędzie hrabstwa i nie dostarczył do domu ani jednej kilowatogodziny.

Kłopoty zaczęły się od pierwszego etapu. Zerwanie starego pokrycia miało potrwać dwa dni, a zajęło dwa tygodnie. W listopadzie 2020 roku ekipa odjechała i zostawiła odsłonięte poszycie, więc 27 grudnia monterzy pracowali w nadgodzinach, żeby przed burzą zdążyć z warstwą pod dachówki. Dachówki przyjeżdżały porysowane i uszkodzone, a mimo to trafiały na dach. Szklane płytki pękały na podjeździe i trawniku. Rodzina mówi, że do dziś nie da się tam chodzić boso.

To zarzuty Conroya, ale Tesla już z nimi nie walczy. We wspólnym raporcie złożonym w październiku przyznała się do odpowiedzialności w trzech z pięciu punktów pozwu: niewykonania umowy, złamania gwarancji i zaniedbania.

Z wewnętrznej korespondencji wynika, że firma od początku wiedziała, na co się porywa. 9 lutego 2021 roku Yang napisał, że dom mieści się w „99,5 percentylu pod względem złożoności”, i dodał: „jeśli dobrze wykonamy tę robotę, powinniśmy dobrze wykonać każdą robotę”. Dach miał co najmniej 59 połaci montażowych, a jeden z pracowników nazwał go największym zleceniem, jakiego Tesla się wtedy podjęła. RJ Johnson, ówczesny szef energetycznego biznesu firmy, odpisał, że projekt „zaburzy liczby”, ale Tesla musi „to naprawić”. W kwietniu 2021 roku Johnsona zwolniono.

Budowa toczyła się dalej, choć coraz bardziej chaotycznie. Przewinęło się przez nią co najmniej siedmiu kierowników projektu. W marcu 2021 roku Johnson zgodził się na piśmie, że płacenie „wtedy, gdy będzie pan zadowolony z efektu”, jest „całkowicie rozsądne”. Dział rozliczeń i tak dzwonił do Conroya z żądaniem zapłaty. W sierpniu w firmie rozważano porzucenie budowy. W listopadzie Tesla poinformowała klienta, że autorzy planu naprawy już w niej nie pracują, a w okolicy nie ma nikogo, kto mógłby tę pracę wykonać. W kwietniu 2022 roku zaproponowała 5000 dolarów za zamknięcie całej sprawy.

Pozew niewiele zmienił. W lutym 2025 roku, ponad dwa lata po jego wniesieniu, Tesla znów oblała odbiór w hrabstwie San Diego, bo ekipa przyjechała bez planów systemu wentylacji. Latem biegły elektryk powoda zdjął część dachu. Ocenił, że przewody i rury osłonowe poprowadzone pod dachówkami grożą przy ulewie zwarciem i pożarem. Prawnicy Tesli zwracają uwagę, że nawet pełnomocnik Conroya nazwał to ryzyko „sprzecznym z intuicją”. Dach i tak jest teraz zdejmowany. Conroy wycenia usunięcie szkód na „znacznie ponad 2,5 mln dolarów”.

Teams „na wieczność”

O oszustwie przesądziły jednak akta sprawy, a nie stan dachu. Przed procesem w amerykańskim sądzie każda strona musi wydać przeciwnikowi istotne dokumenty. Jeśli któryś zatrzymuje, choćby z powodu tajemnicy adwokackiej, musi wpisać go do rejestru zwanego privilege log i podać powód. Odmowę trzeba więc udokumentować tak samo jak wydanie.

Tesla nie przedstawiła ani porządnego rejestru, ani żądanych dokumentów. Sędzia Freeland dwa razy nałożyła na nią kary: w lutym 15 467,50 dolara, w czerwcu 13 500 dolarów. Za każdym razem ostrzegała, że następnym krokiem może być sankcja dotycząca samego meritum. Firma przekroczyła kolejny termin, więc 11 września sędzia uznała kwestię winy za przesądzoną. Ławie przysięgłych zostało tylko ustalenie wysokości odszkodowania i kary.

W orzeczeniu sędzia napisała, że ma „wystarczające dowody na to, że pozwani działali umyślnie”. Brakowało m.in. wiadomości z Microsoft Teams, logów bezpieczeństwa pracy OSHA, korespondencji z inspektorami hrabstwa i ponad 20 raportów jakości, montażu i bezpieczeństwa z wewnętrznego systemu Bolt. Tymczasem świadek występujący w imieniu Tesli zeznał, że wiadomości z Teams firma przechowuje „na wieczność”.

Tesla poprosiła o ponowne rozpatrzenie sprawy, bo w międzyczasie oddała, jak twierdzi, wszystko. 27 października sędzia odmówiła. Uznała, że spóźnione dokumenty mogą wspierać tezę powoda, iż Tesla „świadomie wykorzystała dom powoda jako eksperyment, wiedząc, że brakuje jej doświadczenia, by wykonać pracę zgodnie z obietnicą”.

Apelacja i grudzień

29 października Tesla wniosła o wstrzymanie postępowania, bo chce, żeby sprawą zajął się kalifornijski Sąd Apelacyjny. Uważa, że sankcja jest „nadmiernie represyjna”, narusza prawo do rzetelnego procesu i w istocie oznacza wyrok w sprawie oszustwa wydany przed rozprawą. Przekonuje też, że spór o dokumenty nie miał związku z zarzutem oszustwa, choć ten argument sędzia już raz odrzuciła.

Fred Lambert, naczelny Electreka, który śledzi Solar Roof od pokazu w 2016 roku, uważa, że sankcja może nie przetrwać apelacji, a argument o rzetelnym procesie nie jest błahy. Nawet jeśli sąd wyższej instancji ją uchyli, Tesla już przyznała się do złamania umowy i zaniedbania. Przysięgli i tak usłyszą historię tej budowy.

Produkt, którego dotyczy ta historia, już nie istnieje. Tesla zamontowała tylko około 3000 takich dachów, a w tym roku wycofała Solar Roof z oferty. Dom Conroya nie był przy tym jedyny. Pozew przywołuje sprawę z 2020 roku, w której klient został z plandekami na domu, bo Tesla wypróbowała na nim nieprzetestowany materiał podkładowy. Wspomina też działania kalifornijskiej rady licencjonującej wykonawców, która w 2025 roku chciała odebrać firmie licencje za porzucone budowy Solar Roof.

Rozprawa zaplanowana na 20 listopada została odwołana. Na 4 grudnia wyznaczono posiedzenie przygotowawcze, a prawnicy Conroya chcą zacząć proces jeszcze w grudniu. Na ich liście świadków jest Elon Musk, ten sam, do którego codziennie trafiały raporty z „eksperymentu”.

Wpis z pasa „W ruchu”, 8 listopada 2026. Na zdjęciu: Dach solarny Tesli na domu w Onalasce w stanie Wisconsin.

Źródła (5)
Następny tekstTesla otworzyła księgi fabryki w Berlinie. Model Y dostał pięć zielonych gwiazdekTesla po raz pierwszy przekazała Green NCAP dane z produkcji, a eksperci je zweryfikowali, zamiast opierać się na założeniach ogólnych. Model Y z Berlina zebrał komplet punktów za gazy cieplarniane i zszedł do 95 g CO2 na kilometr w całym cyklu życia. Volkswagen Tayron ma emisję niemal trzy razy wyższą.

Z Promptowego - blog o AI tego samego autora