Gorące
NBA

Luka Dončić w Lakers bije rekordy. Portland już raz mu przeszkodziło

Luka Dončić rzuca w Lakers średnio 38,5 punktu na mecz i trafia trójki jak nigdy wcześniej. W piątek w NBA Cup zagra z Portland, które 27 października wygrało w Los Angeles mimo jego serii.

Piotr Olszewski

· 4 min czytania

Luka Dončić z ambasador USA w Słowenii Asel Roberts w amerykańskiej ambasadzie w Lublanie
Fot. U.S. Embassy Ljubljana / Wikimedia Commons, Public domain

Sześć meczów z rzędu i w każdym co najmniej sześć celnych rzutów za trzy punkty. Tak wygląda początek sezonu Luki Dončicia w Los Angeles Lakers. Słoweniec zdobywa średnio 38,5 punktu na mecz, trafia 49,5 proc. rzutów z gry i 43,1 proc. zza łuku. A jednak w piątek, 6 listopada, wyjdzie w Crypto.com Arena przeciwko drużynie, która w tym sezonie pokazała, że jego wielki wieczór nie musi oznaczać zwycięstwa Lakers.

Stało się to 27 października, w tej samej hali. Lakers byli faworytami, Dončić trafił 6 z 15 trójek, jego seria trwała dalej, a mecz i tak wygrali Portland Trail Blazers. Przed piątkowym spotkaniem fazy grupowej NBA Cup właśnie to jest dla gospodarzy największym kłopotem. Rywal już raz udowodnił, że potrafi pokonać drużynę, w której gwiazda gra jak natchniona.

Inny poziom

Dončić od lat należy do najlepszych koszykarzy ligi. Sześć razy trafiał do pierwszej piątki sezonu All-NBA, więc trudno było sobie wyobrazić, że ma jeszcze dokąd się wspinać. Tymczasem jego obecne liczby to rekordy kariery w kilku kategoriach naraz: w punktach i trafionych trójkach na mecz, a także w skuteczności rzutów z gry, za trzy i osobistych. Lakers zaczęli sezon od bilansu 7-2.

Najwięcej o tej formie powiedział ktoś, kto zna Słoweńca od podszewki. Jason Kidd prowadził go w Dallas Mavericks i w programie ESPN „NBA Today” nie silił się na dyplomację: „To jest inny poziom”. Szukał też wyjaśnień. Wskazał przygotowania, które zaczęły się jeszcze przed sezonem, kiedy Dončić zaprosił drużynę do swojej ojczyzny, a także zdrowie: „Kiedy jest w formie, a widać, że jest silny, to nawet rzut z połowy boiska przychodzi mu naprawdę łatwo”.

Kidd przypomniał, że stepback Dončicia i jego rzuty z połowy boiska zna każdy kibic, ale zwrócił uwagę na coś, czego nie pokazują tabele statystyk: „Widać, że sprawia mu to frajdę. No i tempo - nikt nie jest w stanie go przyspieszyć. Odda rzut, kiedy chce i gdzie chce”.

Stepback to znak firmowy Dončicia: zawodnik robi krok w tył od obrońcy i z tych kilku zdobytych centymetrów wolnej przestrzeni oddaje rzut. Więcej mówi jednak uwaga o tempie. Obrona w NBA próbuje wybić rozgrywającego z rytmu, zmusić go do pośpiechu i do decyzji podjętej o chwilę za wcześnie. Dončić tej chwili nie oddaje. Sam przyznał zresztą, że to może być najlepszy okres w jego karierze.

Najlepiej widać to po trójkach. Na osiem meczów sezonu Dončić tylko raz nie trafił co najmniej pięciu rzutów za trzy, 23 października przeciwko Clippers. Potem poprzeczka poszła w górę i w ostatnich sześciu spotkaniach trafiał po co najmniej sześć. Taka powtarzalność bardziej pasuje do specjalisty od rzutów z dystansu, który czeka na podanie w rogu boiska, niż do zawodnika, który przy okazji prowadzi całą ofensywę drużyny.

Portland nie czyta scenariusza

Trail Blazers przyjeżdżają do Los Angeles z bilansem 6-1 i z własną serią. Wygrali trzy pierwsze mecze sezonu, potem przegrali u siebie z Memphis, a na obecnym wyjeździe wygrali wszystkie trzy spotkania, w tym w Denver, gdzie nikt na nich nie stawiał. Lakers także mają za sobą trzy zwycięstwa z rzędu, więc w piątek zderzą się dwie rozpędzone drużyny.

Historia ostatnich spotkań przemawia za gośćmi, bo Portland wygrało cztery z pięciu ostatnich meczów z Lakers. Bukmacherzy i tak widzą faworyta w gospodarzach, choć ich przewaga wynosi tylko 3,5 punktu. Ryan Gilbert z „Sports Illustrated” zauważa, że obie drużyny rzadko grały w tym sezonie zacięte mecze, i spodziewa się, że w piątek to się zmieni. „Mógłbym sobie wyobrazić, że Blazers wygrają ten mecz wprost” - pisze.

Portland przyjeżdża przy tym mocno przetrzebione. Nie zagrają Ja Morant, Shaedon Sharpe, Vit Krejci i John Tonje, a mimo to drużyna wygrywa, bo ciężar gry biorą na siebie Damian Lillard i Deni Avdija. Lillard to weteran, który sam potrafi rozstrzygnąć mecz rzutami z dystansu. Pojedynek z Dončiciem może więc przypominać wymianę ognia między dwoma snajperami.

U Lakers zabraknie Bronny'ego Jamesa i Camerona Carra. Do gry gotowy jest Walker Kessler, a występ Sandra Mamukelashviliego stoi pod znakiem zapytania. Żadna z tych zmian nie narusza jednak podstawowego układu sił, bo piłka i tak będzie w rękach Dončicia.

Wiara kontra komputer

Prognozy przed meczem nie są jednomyślne. Gilbert wierzy w serię i uważa, że Dončić znów trafi co najmniej pięć trójek, a sam zastanawiałby się nawet nad sześcioma. Komputerowe projekcje serwisu Covers są chłodniejsze: przewidują, że zarówno Dončić, jak i Avdija zagrają poniżej oczekiwań.

Ta rozbieżność dobrze oddaje sens piątkowego wieczoru. Średnie, skuteczności i serie mówią, że Dončić jest dziś jednym z najgroźniejszych strzelców ligi. Wynik z 27 października przypomina z kolei, że sześć celnych trójek jednego zawodnika nie wygrywa meczu, jeśli rywal znajdzie odpowiedź w pozostałych minutach.

Dlatego dla Lakers stawka sięga dalej niż jeden wieczór w grupie NBA Cup. Drużyna z rozgrywającym w życiowej formie powinna wygrywać właśnie takie mecze: u siebie, z rywalem, który przyjechał bez czterech zawodników i ma za sobą długi wyjazd. Druga porażka z Portland w tak krótkim czasie nie przekreśliłaby sezonu, ale pokazałaby, że na rekordy Dončicia jest już sposób. W piątkowy wieczór Słoweniec wyjdzie na parkiet z serią sześciu spotkań z co najmniej sześcioma trójkami. Tym razem nie wystarczy mu ją przedłużyć.

TematyNBA

Wpis z pasa „W ruchu”, 7 listopada 2026. Na zdjęciu: Luka Dončić z ambasador USA w Słowenii Asel Roberts w amerykańskiej ambasadzie w Lublanie.

Źródła (4)
Następny tekstMiedwiediew wraca do Turynu. Po roku przerwy gra o coś więcej niż powrótWygraną z Adrianem Mannarino w Wiedniu Daniił Miedwiediew po raz siódmy zapewnił sobie start w turnieju mistrzów. Rok temu go w Turynie zabrakło. Teraz przyjedzie z czterema tytułami, a w stawce nie będzie Jannika Sinnera.

Z Promptowego - blog o AI tego samego autora