7 listopada NASA opublikowała komunikat numer 26-093 i otworzyła formularz zgłoszeniowy. Kto chce dołączyć do korpusu astronautów, ma czas do czwartku 3 grudnia, do późnego wieczora czasu wschodnioamerykańskiego. Decyzję agencja ogłosi dopiero pod koniec 2027 roku. Od kliknięcia „wyślij” do pierwszego dnia szkolenia minie więc mniej więcej rok, a do pierwszego lotu znacznie więcej. To długo, ale cel też leży dalej niż kiedyś.
Przez ostatnie dekady astronauta NASA leciał zwykle na Międzynarodową Stację Kosmiczną, czyli na orbitę okołoziemską, w zasięgu szybkiego powrotu. W tegorocznym ogłoszeniu agencja pisze wprost o czymś innym: nowi kandydaci będą się uczyć pracy na powierzchni Księżyca, życia poza Ziemią i misji, które przygotują pierwsze załogowe loty na Marsa. Najbliższy cel ma nazwę Moon Base. Chodzi o stałą obecność ludzi na Księżycu, w okolicach jego południowego bieguna. NASA nie szuka już gości na orbicie, tylko przyszłych mieszkańców innego świata. Zanim jednak ktokolwiek tam zamieszka, musi przejść przez jedno z najwęższych sit, jakie zna współczesny rynek pracy.
Księżyc jako miejsce pracy
Jared Isaacman, administrator NASA, nie przedstawia bazy jako odległej wizji: „Osoby, które wybierzemy, mogą chodzić po Księżycu, żyć i pracować w bazie księżycowej i pomóc opracować systemy oraz procedury, które ostatecznie zabiorą załogi na Marsa”. Jego zastępca Matt Anderson postawił na ton plakatu werbunkowego: „Okno jest otwarte. Misja czeka. Brakuje tylko ciebie”.
Za tym hasłem stoi zespół zaskakująco mały. Czynnych astronautów NASA jest dziś 32. Od początków programu załogowego agencja wybrała na kandydatów łącznie 370 osób. Każdy nowy rocznik wyraźnie zmienia więc proporcje w całym korpusie, a ten zostanie wybrany pod konkretne zadanie.
Szkolenie odpowiada temu zadaniu. Kandydaci uczą się m.in. wychodzenia w otwarty kosmos, geologii księżycowej i pilotażu odrzutowców o wysokich osiągach. Geologia przyda się komuś, kto ma badać skały przy biegunie Księżyca. Odrzutowiec wydaje się mniej oczywisty, a jednak należy do kanonu szkolenia astronautów: uczy działania w szybkiej, wymagającej maszynie, w której błąd ma poważne skutki.


Skalę konkurencji pokazuje poprzedni nabór. NASA otworzyła go w 2024 roku, przyszło ponad 8 tysięcy zgłoszeń, a miejsc było 10. Wybranych przedstawiono 22 września 2025 roku w Johnson Space Center w Houston i to oni stoją na zdjęciu z Isaacmanem. Dziś są w trakcie niemal dwuletniego szkolenia. Szansę miał więc tylko ułamek procenta chętnych.
Dyplom to dopiero próg
Wymagania formalne wyglądają przystępnie, zwłaszcza dla kogoś po studiach technicznych. Podstawą jest magisterium z dziedziny STEM, czyli nauk ścisłych, przyrodniczych, inżynierii lub informatyki, uzyskane na akredytowanej uczelni. Zamiast niego wystarczą co najmniej dwa lata studiów doktoranckich w odpowiedniej dziedzinie albo dyplom medyczny, m.in. lekarza medycyny czy pielęgniarki o zaawansowanych uprawnieniach. Trzecia droga prowadzi przez szkołę pilotów doświadczalnych, którą trzeba ukończyć do lipca 2027 roku. Jeśli to jedyne zaawansowane wykształcenie kandydata, potrzebny jest jeszcze licencjat z kierunku ścisłego.
Sam dyplom niczego jednak nie przesądza, bo po jego uzyskaniu trzeba przepracować co najmniej trzy lata w swojej dziedzinie. Piloci mogą zamiast tego wykazać się godzinami w powietrzu: 750 godzin jako dowódca odrzutowca o wysokich osiągach albo 1500 godzin na innych samolotach, z czego połowę za sterami jako dowódca. Lekarzom zalicza się rezydentura, o ile skończą ją do lipca 2027 roku. NASA nie szuka więc obiecujących absolwentów, tylko ludzi, którzy już udowodnili, że potrafią wykonywać swój zawód.
Na końcu czeka badanie lekarskie NASA dopuszczające do długich lotów. Agencja szuka też cech, których nie potwierdzi żaden dyplom: przywództwa, umiejętności pracy w zespole i komunikacji. Scott Tingle, szef astronautów i przewodniczący komisji kwalifikacyjnej w Houston, mówi, że dla kandydatów to „coś więcej niż szansa na karierę”.
Taki zestaw wymagań wynika z celu naboru. Na stacji orbitalnej kryzys da się czasem rozwiązać szybkim powrotem albo radą z centrum kontroli. W bazie na Księżycu załoga będzie znacznie dalej od domu i bardziej zdana na siebie. Tam liczy się nie tylko to, co ktoś umie, ale też to, czy da się z nim mieszkać i pracować, kiedy coś idzie źle.
Paszport przed dyplomem
W Polsce wielu inżynierów, lekarzy i informatyków spełniłoby wymagania dotyczące wykształcenia. Pierwszy warunek z listy NASA nie dotyczy jednak dyplomu, tylko obywatelstwa. Zgłosić się mogą wyłącznie obywatele Stanów Zjednoczonych. Agencja pisze w komunikacie o „wyjątkowych Amerykanach” i o „służbie narodowi”, a korpus astronautów przedstawia jako wizytówkę amerykańskiej pomysłowości. Polak bez amerykańskiego paszportu nie wyśle więc formularza, choćby miał doktorat z geologii i długie lata za sterami samolotu.
Plany agencji sięgają daleko. NASA zapowiada coraz trudniejsze misje w rejonie południowego bieguna Księżyca, eksplorację jego powierzchni szerszą „niż kiedykolwiek” i stałą obecność ludzi w ramach programu Artemis. Wszystko zaczyna się jednak od formularza na stronie go.nasa.gov/astro2026. Strona przyjmuje zgłoszenia do 3 grudnia, a to, kto pojedzie do Houston uczyć się życia na Księżycu, okaże się pod koniec 2027 roku.
Wpis z pasa „W ruchu”, 8 listopada 2026. Na zdjęciu: Administrator NASA Jared Isaacman z kandydatami na astronautów z naboru 2025.



