Drzwi otworzyły się w sobotę 31 października, w Halloween. Na zewnątrz, w hali Centrum Lotów Kosmicznych im. Johnsona w Houston, czekały rodziny, pracownicy NASA i astronauta Jack Hathaway, który przywitał wychodzących jedynym pasującym do daty zdaniem: „Cukierek albo psikus”. Ellen Ellis, oficer medyczna załogi, powiedziała do mikrofonu, że to był „piekielny rok”, a swoją czwórkę nazwała analogowymi astronautami, którzy żyli w niewoli z własnej woli.
Ta niewola trwała 378 dni. Ross Elder, Ellen Ellis, Matthew Montgomery i James Spicer weszli do habitatu Mars Dune Alpha 19 października 2025 roku i przez ponad rok nie wychodzili z niego inaczej niż w skafandrach, na czerwony piasek rozsypany w tym samym budynku. Z rodzinami pisali wyłącznie maile, a te szły z opóźnieniem takim, jakie miałaby wiadomość z Marsa. To druga taka misja w programie CHAPEA. Pierwsza czwórka wyszła z tego samego domu 6 lipca 2024 roku, także po 378 dniach.
Po co komuś rok zabawy w Marsa w Teksasie? Bo w całym planie lotu na Czerwoną Planetę najmniej przetestowanym podzespołem pozostaje człowiek. Rakietę można spalić na stanowisku próbnym, skafander rozerwać w komorze ciśnieniowej. Sprawdzić, jak czworo ludzi zniesie rok monotonnego jedzenia, awarii i odcięcia od Ziemi, da się tylko w jeden sposób: zamknąć ich i patrzeć.
Dom z drukarki
Mars Dune Alpha ma około 1700 stóp kwadratowych, czyli niespełna 160 m². To mniej więcej tyle co parterowy dom pod miastem, tyle że dla czterech osób na ponad rok, z pracownią, gabinetem lekarskim i ogrodem w środku. Ściany wydrukowała firma ICON maszyną Vulcan z mieszanki nazwanej lavacrete. Widać to na każdym zdjęciu: ściany są prążkowane jak ułożone na sobie wałki ciasta, bo drukarka nakładała materiał warstwa po warstwie, tak jak mógłby to kiedyś robić robot z marsjańskiego gruntu.
Projekt przygotowała pracownia BIG Bjarke Ingelsa i ułożyła go według stopnia prywatności. Na jednym końcu są cztery osobne kajuty, na drugim stanowiska pracy, gabinet medyczny i uprawy, a pośrodku część wspólna z kuchnią. Sufity mają różne wysokości, a meble dają się przestawiać, żeby przestrzeń nie zlała się w jeden korytarz. Architekci wprost pisali, że chodzi o walkę z monotonią i zmęczeniem załogi. W takim domu monotonia to nie kwestia gustu. To zagrożenie dla misji.
Za śluzą zaczyna się „Mars”: hala wysypana czerwonym piaskiem, z fototapetą skał na ścianach. Tam załoga wychodziła na spacery w kombinezonach z hełmami, zbierała próbki geologiczne, naprawiała sprzęt, budowała infrastrukturę. Dłuższe trasy pokonywała w goglach wirtualnej rzeczywistości, idąc po bieżni. Montgomery, z wykształcenia inżynier elektryk, a z zawodu właściciel firmy produkującej filmy w Los Angeles, tłumaczył, że w przeciwieństwie do stacji kosmicznej na Marsie spacery mogą być codziennością. „Sprawdzaj wszystko. To dobre i dla danych, i dla bezpieczeństwa” - mówił portalowi swojej uczelni, University of Central Florida.



Czterdzieści minut na odpowiedź
Najbardziej marsjański w całej misji był czas. Sygnał radiowy z Marsa leci do Ziemi, w zależności od położenia planet, od kilku do ponad 20 minut. W habitacie odtwarzano to opóźnienie, więc na pytanie zadane centrum kontroli odpowiedź przychodziła po kilkudziesięciu minutach. NASA w różnych komunikatach podawała je różnie, raz jako 22 minuty, raz jako do 45 minut w jedną stronę. Dla załogi skutek był ten sam: nikt nie poprowadzi jej za rękę przez awarię. Jeśli w trakcie naprawy coś pójdzie nie tak, czeka się albo decyduje samemu.
Około dwusetnego dnia, w maju, łączność urwała się zupełnie. Przez dwa tygodnie załoga nie miała żadnego kontaktu z centrum kontroli. Tak wygląda koniunkcja, czyli moment, gdy Mars chowa się za Słońcem i rozmowa z Ziemią staje się niemożliwa. Na prawdziwej wyprawie zdarzy się to na pewno, więc lepiej wiedzieć zawczasu, czy czworo zmęczonych ludzi poradzi sobie z samymi procedurami spisanymi wcześniej.
Do tego dochodziły awarie sprzętu wpisane w scenariusz przez badaczy. Na zdjęciach z misji widać, jak Elder i Ellis w kombinezonach naprawiają coś na zewnątrz, jak załoga serwisuje stacjonarny rower treningowy, jak Spicer i Montgomery pobierają krew do badań. Spicer, Brytyjczyk, na co dzień dyrektor techniczny w branży lotniczej i obronnej, był inżynierem pokładowym. Ellis, na co dzień pułkownik amerykańskich Sił Kosmicznych, z wykształcenia specjalistka od zarządzania kryzysowego, była oficer medyczną. Załoga testowała m.in. przenośny zestaw diagnostyczny z ośrodka NASA Glenn, który ma pozwolić opanować nagły wypadek bez konsultacji z Ziemią na żywo.

Papryka zamiast menu
Jedzenie było jednym z głównych tematów badań już w pierwszej misji. Tamta załoga, której dowodziła biolożka Kelly Haston, żyła na ograniczonym, „marsjańsko realistycznym” systemie żywności: gotowe, długo trwałe racje plus to, co udało się wyhodować. Każdy posiłek był zapisywany, a ochotnicy oddawali krew, ślinę i mocz, sprawdzano też ich sen oraz sprawność fizyczną i umysłową. Chodzi o rzecz bardzo przyziemną. Z jedzenia, które smakuje identycznie przez rok, ludzie zaczynają po prostu mniej jeść, a niedożywiony astronauta gorzej myśli i gorzej znosi wysiłek. NASA nazywa to zmęczeniem menu. Świeża sałata z hydroponiki ma je łagodzić.
Ross Brockwell, inżynier z pierwszej załogi, wspominał potem w magazynie Caltechu wdzięczność za „świeże warzywa”. Druga misja hodowała je w systemie hydroponicznym, a na zdjęciach z lipca widać w nim dojrzałą paprykę. Badacze piszą wprost, że dane z obu misji mają pokazać, jak ograniczone jedzenie i ograniczony sprzęt do ćwiczeń przełożą się na zdolność załogi do wykonania zadań, łącznie ze spacerami po powierzchni Marsa. Prościej mówiąc: czy po roku na racjach człowiek nadal ma siłę wyjść ze śluzy i przenieść skrzynkę z próbkami.

Program jest zaprojektowany tak, żeby porównywać kolejne załogi. NASA zapowiadała, że dopiero dane z wszystkich misji pozwolą jej ocenić ryzyko związane z planowanym systemem żywności. Brockwell mówił o czymś, czego nie zmierzy żadna ankieta: po roku bez nieba i świeżego powietrza „samo stanie w słońcu było niesamowite”.
Następny habitat
Analogowe misje nie są amerykańską specjalnością. W Pile w dawnym hangarze wojskowym działa stacja LunAres, habitat o powierzchni około 150 m², w którym zamykane są międzynarodowe załogi. Tamtejsze misje trwają jednak zwykle dwa-trzy tygodnie, jak czerwcowa Libra, w której uczestnicy spędzili w zamknięciu dwa tygodnie bez okien, z dniem wyznaczanym przez lampy LED.
Czwórka z Houston ma przed sobą jeszcze dwa tygodnie badań i rozmów z naukowcami. Następny krok agencja już ogłosiła. Nie wcześniej niż w sierpniu 2027 roku ruszy misja, która połączy CHAPEA z drugim symulatorem z Houston, habitatem HERA. Nowa załoga spędzi najpierw czas w ciasnym, dwupiętrowym module udającym statek w drodze, a dopiero potem przejdzie do drukowanego domu na „powierzchni”. Ochotnicy znów oddadzą rok życia. Tym razem po to, żeby NASA zobaczyła, w jakim stanie człowiek dociera na Marsa, zanim w ogóle zacznie na nim pracować.
Źródła (15)
- CHAPEA Crew Begins Stay Inside NASA's Mars Habitat for Second Mission - NASA, 10.2025
- NASA's Simulated Mars Mission Marks 200 Days Inside Habitat - NASA, 7.05.2026
- NASA's Simulated Mars Crew Marks One Year Inside Habitat - NASA, 19.10.2026
- CHAPEA Mission 2 - NASA
- CHAPEA - NASA
- NASA Announces CHAPEA Crew for Year-Long Mars Mission Simulation - Sky Nightly, 7.09.2025
- NASA's Simulated Mars Crew Emerges After 378 Days of Isolation in 3D-Printed Habitat - The Debrief, 2.11.2026
- NASA's CHAPEA 2 crew 'returns' to Earth after 378 days in Mars habitat - Starlust, 11.2026
- UCF Alum 'Returns to Earth' After 378-Day Mars Mission - UCF, 27.10.2026
- What I Learned About Earth After a Year on „Mars” - Caltech Magazine
- Mars Dune Alpha - ICON
- BIG designs first simulated Mars Surface Habitat - Construction Specifier
- NASA seeks research volunteers to spend a year on a simulated mission to Mars or the Moon - Fox Weather, 9.07.2026
- Mission of analogue astronauts in Piła mirrors Ax-4 mission - Science in Poland, 27.05.2025
- Studentka psychologii UŚ uczestniczką analogowej misji kosmicznej - Uniwersytet Śląski, 6.07.2026



