
Astronauta na drodze do Marsa skarży się na silny ból pleców. Może to być objaw kamicy nerkowej, a więc sprawa, przy której lekarz zwykle sięga po ultrasonograf. Taki przykład Google Public Sector podał 27 października w opisie wspólnego projektu z NASA. Na tym przykładzie widać zresztą cały problem. Pytanie wysłane na Ziemię i odpowiedź, która wraca, mogą w skrajnym przypadku dzielić 44 minuty. Przez ten czas załoga musi radzić sobie sama.
Odpowiedzią ma być robot, który nie stawia diagnozy, tylko pomaga przy niej rękami. Przynosi i przygotowuje sprzęt, żeby członek załogi pełniący funkcję oficera medycznego mógł się zająć obrazem z badania i pacjentem. Na razie to dowód koncepcji, sprawdzany w laboratorium Johnson Space Center. Pomysł jest jednak wart uwagi, bo dobrze pokazuje, jak zmienia się myślenie o medycynie poza Ziemią.
Opóźnienie zamiast łączności
Program Artemis odsuwa ludzi coraz dalej. Najpierw ma powstać stała baza w rejonie południowego bieguna Księżyca, potem przyjdą pierwsze załogowe loty na Marsa. Przy marsjańskich odległościach zwykła rozmowa przestaje działać. Konsultacja zamienia się w wymianę listów, w której na odpowiedź czeka się nawet 44 minuty. NASA nazywa ten cel autonomią niezależną od Ziemi. Statek ma umieć więcej sam, bo nikt z zewnątrz nie zdąży mu pomóc w porę.
Robot jest drugim elementem tej układanki. Pierwszy Google i NASA pokazały w sierpniu 2025 roku. Był to Crew Medical Officer Digital Assistant, w skrócie CMO-DA, czyli system wspierania decyzji klinicznych. Przypomina on doświadczonego konsultanta zamkniętego w komputerze pokładowym. Wyszkolono go na literaturze o medycynie lotów kosmicznych, przyjmuje opis objawów i podpowiada możliwą diagnozę oraz leczenie. Jego odpowiedzi sprawdzano metodą OSCE, tą samą, którą egzaminuje się studentów medycyny i czynnych lekarzy. Wstępne wyniki uznano za obiecujące. Model dopracowywano potem razem z lekarzami.
Asystent potrafi jednak tylko doradzać. Nie poda torby, nie przyniesie ani nie przygotuje ultrasonografu. Nowy projekt ma uzupełnić ten brak.
Ręce do noszenia
Przy projekcie pracowali Human Research Program NASA, zespół robotyki z Johnson Space Center i Jet Propulsion Laboratory, we współpracy z Google Public Sector. Robot nie jest pomyślany jako sanitariusz. W założeniu to wszechstronny „tragarz”: zajmuje się ładunkiem, logistyką i wyposażeniem, porządkuje narzędzia i zabezpiecza schowki. Pomoc medyczna to tryb, na który przełącza się wtedy, gdy jest potrzebny. Taki wybór ma sens, bo na statku z kilkuosobową załogą każdy kilogram i każda minuta pracy człowieka są policzone. Maszyna, która w razie wypadku tylko czekałaby w kącie, byłaby luksusem.


Na Ziemi roboty przemysłowe pracują za ogrodzeniem, w hali, do której człowiek nie wchodzi. W module mieszkalnym tak się nie da, bo robot porusza się blisko ludzi i musi się do nich dostosowywać. Do tego „widzi” tylko przez kamery. Żeby lepiej rozumiał trójwymiarową przestrzeń wokół siebie, JPL przerabia narzędzia stworzone do śledzenia obiektów na orbicie, czyli oprogramowanie, które pilnowało satelitów, uczy się teraz orientacji we wnętrzu statku.
Zanim robot dotknął czegokolwiek prawdziwego, ćwiczył w symulacji. Do tego posłużył MuJoCo, silnik fizyczny Google DeepMind, który odwzorowuje ruch i zderzenia na tyle wiernie, że błędy można popełniać w komputerze, a nie na drogim sprzęcie. Potem przyszła próba w laboratorium iMETRO w Johnson Space Center. Zadanie brzmiało prosto: znaleźć torbę medyczną i przenieść ją w inne miejsce. Kamerę ustawiono tak, by obserwowała chwytak z boku, a nie patrzyła z jego perspektywy, co poprawia ocenę położenia przedmiotów. W tych pierwszych laboratoryjnych testach robot wykonał zadanie poprawnie w 85 procentach prób.
Ta liczba mówi zarazem dużo i niewiele. Jak na pierwsze podejście to solidny wynik. W sytuacji medycznej porażka co siódmej próby byłaby jednak nie do przyjęcia, dlatego twórcy sami nazywają ją punktem wyjścia przed żmudnym treningiem i dopracowaniem bezpieczeństwa.

Mózg, który musi się zmieścić w kieszeni
Robotem steruje Pi0, otwarty model firmy Physical Intelligence. Należy do modeli typu wizja-język-działanie: łączy obraz z kamery i polecenie zapisane zwykłym językiem bezpośrednio z ruchem ramienia. Astronauta nie musiałby więc programować trajektorii, wystarczyłoby napisać po angielsku, co jest do zrobienia. Docelowo polecenia mają być wydawane głosem.
Tu pojawia się trudność, której nie znają naziemne roboty. Na Ziemi ciężkie obliczenia trafiają do centrum danych, a odpowiedź wraca w ułamku sekundy. Statek kosmiczny nie ma stałego połączenia z serwerownią, a na Marsie zdalne obliczenia działałyby z tym samym opóźnieniem, które wyklucza rozmowę z lekarzem. Wszystko musi więc działać na miejscu, na małym i oszczędnym sprzęcie. Dlatego zespół podzielił pracę na dwa etapy. Model o 4 miliardach parametrów dostrojono w chmurze Google na maszynach G4 w dwie i pół godziny. Gotowa wersja działa już lokalnie, na niewielkich urządzeniach o niskim poborze mocy. Przez dwa lata przetestowano około 15 takich urządzeń, szukając tych, które poradzą sobie z ograniczeniami lotu na Marsa.
Ten podział dobrze oddaje logikę całego przedsięwzięcia. Ziemia zostaje szkołą, w której model się uczy i w której można go poprawić. Statek jest miejscem pracy, gdzie maszyna musi radzić sobie bez nauczyciela.
Twórcy wyraźnie zaznaczają granicę, której robot nie ma przekraczać. Ma wykonywać polecenia pod bezpośrednim nadzorem załogi, a w przyszłości może pomagać przy rutynowej kontroli zdrowia, mierzeniu podstawowych parametrów czy prostych badaniach USG. Zawsze jednak pod kierunkiem oficera medycznego i bez przejmowania decyzji. Razem z CMO-DA układa się z tego dość spójny obraz przyszłej pokładowej izby przyjęć: oprogramowanie podpowiada, maszyna podaje i pomaga, a decyduje człowiek. Lekarz na Ziemi nadal będzie w tym układzie potrzebny, ale jego odpowiedź może przyjść dopiero wtedy, gdy na pokładzie badanie będzie już skończone.
Na razie robot przenosi torbę w laboratorium Johnson Space Center i robi to poprawnie w 85 przypadkach na sto. Kolejny etap to dalszy trening i dopracowanie bezpieczeństwa, a dopiero później zadania bliższe medycynie, takie jak pomiar parametrów życiowych i proste USG, do których ma się zbliżyć przed lotami, na które jeszcze nikt nie poleciał.
Źródła (2)
- Google Cloud i NASA - eksperymentalne systemy robotyczne, dostęp 3 listopada 2026
- Google Cloud i NASA - medyczny asystent załogi, dostęp 3 listopada 2026



