Niedziela, 1 listopada 2026 RSS
Kosmos

Hubble spada, a NASA szuka holownika. Prywatne firmy mają ratować teleskop

29 października NASA zapytała prywatne firmy, czy potrafią dolecieć do Hubble'a i wypchnąć go wyżej. Bez tego najsłynniejszy teleskop świata wejdzie w atmosferę w latach 2033-2034.

Piotr Olszewski

· 4 min czytania

Saturn w obiektywie Kosmicznego Teleskopu Hubble'a
Fot. NASA, ESA and Erich Karkoschka University of Arizona, domena publiczna

29 października NASA opublikowała dokument, który w urzędowym języku nazywa się Request for Information, czyli zapytanie o możliwości. Pod suchą nazwą kryje się pytanie, jakiego agencja jeszcze niedawno nie miałaby komu zadać: czy ktoś w prywatnym przemyśle kosmicznym potrafi dolecieć do Kosmicznego Teleskopu Hubble'a, złapać go i podnieść wyżej, zanim atmosfera ściągnie go w dół? Odpowiedzi agencja przyjmuje do poniedziałku 30 listopada.

Teleskop, który od ponad 35 lat dostarcza zdjęć kojarzonych z kosmosem, przez cały ten czas także spada. Powoli, ale nieuchronnie. I po raz pierwszy w jego historii ratunek nie przyleci wahadłowcem z astronautami na pokładzie, tylko, jeśli w ogóle, w statku firmy, która wystawi NASA rachunek.

Bez silnika na orbicie

Hubble krąży na wysokości około 540 kilometrów. Atmosfera jest tam niewyobrażalnie rzadka, a jednak wciąż obecna, więc przy każdym okrążeniu teleskop ociera się o pojedyncze cząsteczki gazu i traci odrobinę prędkości. Satelita, który zwalnia, schodzi niżej, gdzie powietrze jest gęstsze, a tam hamuje jeszcze mocniej. Tak dzieje się ze wszystkim, co lata na niskiej orbicie okołoziemskiej. Obiekty z własnym napędem po prostu co jakiś czas odpalają silniki i wracają wyżej.

Hubble nie ma czym tego zrobić, bo nie dostał własnego napędu. Przez lata nie było to problemem, bo ludzie regularnie do niego przylatywali. Zdjęcie z lutego 1997 roku, które NASA dołączyła do komunikatu, pokazuje teleskop wracający na orbitę po drugiej misji serwisowej, ulepszony przez astronautów. Ostatnia, piąta wizyta odbyła się w 2009 roku. Od tamtej pory nikt teleskopu nie dotknął.

Według analiz NASA Hubble najpewniej wejdzie w atmosferę w latach 2033-2034. Agencja zakłada więc, że misja ratunkowa musiałaby się odbyć najpóźniej w 2032 roku. Czasu na zaprojektowanie, zbudowanie i przeprowadzenie takiej operacji jest niewiele, a wykonać ją miałby ktoś, kto nigdy wcześniej nie pracował przy tym teleskopie.

Wyżej albo w dół

Zapytanie wymienia trzy scenariusze. Najbardziej oczywisty to podniesienie teleskopu na wyższą orbitę, co przedłużyłoby jego pracę naukową. Ambitniejszy to serwis, który poprawiłby jego możliwości. Trzeci jest najbardziej przyziemny, i to dosłownie: bezpieczne, kontrolowane wprowadzenie Hubble'a w atmosferę albo inne usunięcie z orbity, gdy jego misja się skończy.

NASA pyta więc w gruncie rzeczy o to, kto i jak zakończy życie najsłynniejszego teleskopu świata: holując go wyżej, żeby popracował jeszcze kilka lat, czy sprowadzając go w dół w sposób, nad którym ktoś będzie panował.

Szef NASA Jared Isaacman przedstawia sprawę jak rachunek, który musi się zgadzać. „Hubble wciąż ma przed sobą ważną naukę i powinniśmy rozważać każdą rozsądną okazję, by pracował jak najdłużej” - mówi. Drugie jego zdanie lepiej oddaje, jak w Waszyngtonie myśli się dziś o kosmosie: „Jeśli istnieją innowacyjne i opłacalne sposoby, by przedłużyć życie urządzenia, które już jest na orbicie, jesteśmy to winni amerykańskiemu podatnikowi i społeczności naukowej”.

Najważniejsze jest tu słowo „opłacalne”. Teleskop już wisi na orbicie i działa, więc pytanie brzmi nie „czy warto go mieć”, tylko „ile kosztuje utrzymanie go przy życiu”.

Zmęczone żyroskopy

Wyższa orbita nie rozwiąże jednak wszystkich kłopotów, bo teleskop starzeje się także od środka. Najlepiej widać to po żyroskopach, czyli czujnikach, które mierzą, jak szybko Hubble się obraca, i pomagają ustalić, w którą stronę patrzy. Bez nich nie da się precyzyjnie celować w jeden punkt nieba.

W 2009 roku astronauci zainstalowali sześć nowych żyroskopów, a trzy z nich z czasem się zepsuły. Kiedy jeden z pozostałych zaczął podawać błędne odczyty, teleskop sam przeszedł w tryb bezpieczny: wstrzymał obserwacje i czekał na instrukcje z Ziemi. Ten sam żyroskop zawiódł w ten sposób już wcześniej. Inżynierowie mają na to plan awaryjny. Hubble najwydajniej pracuje na trzech żyroskopach, ale można go przestawić na jeden, a drugi sprawny trzymać w rezerwie. Teleskop działa wtedy dalej, tylko mniej wydajnie.

Dlatego serwis, drugi punkt z listy NASA, waży więcej, niż sugeruje jego miejsce w zapytaniu. Podniesienie orbity kupuje czas, tymczasem wymienić to, co się zużyło, mógłby tylko ktoś, kto dotrze do teleskopu z narzędziami, tak jak kiedyś robili to astronauci.

Rynek, którego nie było

Kiedyś na takie pytanie nie odpowiedziałby nikt. Dziś NASA zakłada, że chętni się znajdą. „Przemysł komercyjny w ostatnich latach szybko się rozwinął i oferuje nowe możliwości przechwytywania i serwisowania satelitów w kosmosie” - mówi Nicky Fox, która w centrali NASA kieruje działem misji naukowych.

Fox nie ukrywa, że Hubble ma być pomostem. Agencja chce zbadać możliwości podniesienia teleskopu, „podczas gdy rozwijamy flagową misję, która nastąpi po nim”. Wystrzelony w 1990 roku teleskop ma więc dotrwać do chwili, gdy na dobre zastąpi go kolejne pokolenie obserwatoriów, takich jak Teleskop Jamesa Webba czy zapowiadany Kosmiczny Teleskop Nancy Grace Roman, który ma badać m.in. ciemną energię i planety pozaziemskie. Hubble wciąż jednak ma swoje miejsce: obserwuje w ultrafiolecie, świetle widzialnym i bliskiej podczerwieni.

Losy teleskopu obchodzą nie tylko Amerykanów, bo Hubble to wspólny projekt NASA i Europejskiej Agencji Kosmicznej. Steruje nim Goddard Space Flight Center w Greenbelt w stanie Maryland, przy wsparciu Lockheed Martin Space, a pracą naukową zarządza Space Telescope Science Institute w Baltimore.

Żadna misja ratunkowa na razie nie istnieje. Nikt nie podpisał umowy ani nie zarezerwował rakiety, NASA jedynie pyta, kto potrafi to zrobić i jak. Firmy mają czas do 30 listopada. Z ich odpowiedzi wyniknie, czy do 2032 roku do Hubble'a poleci holownik, który wypchnie go wyżej, czy taki, który bezpiecznie sprowadzi go w dół.

TematyKosmos

Wpis z pasa „W ruchu”, 1 listopada 2026. Na zdjęciu: Saturn w obiektywie Kosmicznego Teleskopu Hubble'a.

Źródła (4)
Następny tekstJaponia poleciała po kamień z Fobosa. Start MMX udał się co do sekundyPo dwóch porażkach rakieta H3 wyniosła w stronę Marsa sondę, która ma przywieźć na Ziemię co najmniej 10 gramów gruntu z Fobosa. Wokół same zapowiedzi i wnioski o setki startów, a w Tanegashimie jedyny rachunek, który już się zamknął.

Czytaj też