Poniedziałek, 2 listopada 2026 RSS
Prawo autorskie

Włamywacz i paser w jednym. „New York Times” pozywa przeglądarkę Brave

Po OpenAI i Perplexity wydawcy biorą się za dostawcę, który czyta internet hurtowo. „New York Times” i trzy inne dzienniki zarzucają Brave'owi, że pod ukrytym szyldem zebrał ponad 30 mld stron i sprzedaje dostęp do nich firmom AI.

Piotr Olszewski

· 6 min czytania

Brendan Eich, twórca JavaScriptu i założyciel Brave'a, na zdjęciu z 2012 roku, gdy kierował jeszcze technologią w Mozilli. To do niego „Times” adresował wezwania do zaprzestania naruszeń · Fot. Darcy Padilla / Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0

Dwa listy wysłane do Brendana Eicha, szefa firmy Brave Software. Pierwszy w sierpniu 2025 roku, drugi w kwietniu 2026, oba z żądaniem, by przestał korzystać z dziennikarstwa „New York Timesa”. Według gazety na żaden nie przyszła odpowiedź. W poniedziałek 2 listopada redakcja zmieniła więc adresata i złożyła w sądzie federalnym na Manhattanie 72-stronicowy pozew. Kilka godzin później ten sam sąd dostał drugi, 69-stronicowy, od wydawców „New York Daily News”, „Chicago Tribune” i „Orlando Sentinel”.

W pozwach pada obraz, który zostaje w głowie: Brave jako włamywacz, który zabiera wydawcom treści, i zarazem paser, który sprzedaje łup firmom budującym sztuczną inteligencję. Przez trzy lata gazety ścigały w sądach tych, którzy z ich tekstów korzystają, czyli OpenAI i Perplexity. Teraz poszły piętro niżej, do hurtownika, który czyta internet za maszyny.

Siedziba „New York Timesa” przy 620 Eighth Avenue w Nowym Jorku. Gazeta pozywa już trzecią firmę z branży AI
Siedziba „New York Timesa” przy 620 Eighth Avenue w Nowym Jorku. Gazeta pozywa już trzecią firmę z branży AI Fot. Eden, Janine and Jim / Wikimedia Commons, CC BY 2.0

Indeks bez szyldu

Brave większość ludzi zna jako przeglądarkę, która domyślnie wycina reklamy i śledzące skrypty. Założył ją w 2015 roku Eich, twórca języka JavaScript i współzałożyciel Mozilli, jako odpowiedź na internet zarabiający na podglądaniu użytkowników. Od kilku lat firma ma też własną wyszukiwarkę, a pod nią własny indeks, czyli gigantyczny katalog skopiowanych stron, który pozwala odpowiadać na zapytania bez pytania o zgodę Google'a ani Microsoftu. Według pozwu indeks liczy ponad 30 mld stron. Sam Brave w swoich materiałach chwali się, że przekroczył 35 mld.

Wydawcy nie mają pretensji o to, że wyszukiwarka czyta ich teksty. Każda to robi. Chodzi o sposób. Robot Google'a przedstawia się na wejściu, więc wydawca może go wpuścić albo nie, i od lat tak właśnie toczy się negocjacja między mediami a wyszukiwarkami. Robot Brave'a się nie przedstawia. Firma pisze to otwarcie na swojej stronie pomocy: jej crawler nie używa osobnej nazwy, bo musi unikać dyskryminacji ze strony witryn, które wpuszczają tylko Google'a. Dodaje, że jeśli Googlebot nie może wejść na stronę, Brave też nie wejdzie.

Brzmi uczciwie, ale wynika z tego prosta rzecz. Żeby zamknąć drzwi przed Brave'em, wydawca musiałby zamknąć je także przed Google'em, czyli zniknąć z internetu, z którego żyje. Pozew nazywa to wprost: Brave nigdy nie ujawnił nazwy swojego robota, więc nie da się go zablokować.

Hurtownia dla modeli

Gdyby indeks służył tylko wyszukiwarce, sprawa byłaby sporem o ruch na stronach. Tymczasem Brave sprzedaje dostęp do niego przez Search API, czyli łącze, przez które inne firmy mogą pobierać wyniki i treści stron. Oba pozwy wymieniają tych samych pięciu klientów: Anthropic, Perplexity, Mistral, xAI i Cohere. W materiałach marketingowych Brave sam pisał, że najczęstsze zastosowania API to trenowanie i ugruntowanie, po angielsku grounding, kilku największych modeli językowych w sieci. Grounding to podsuwanie modelowi świeżych tekstów z internetu w chwili, gdy odpowiada na pytanie, żeby nie zmyślał. Gazety powołują się też na wpis na blogu Brave'a, z którego wynika, że Anthropic używał API przy trenowaniu Claude'a 2.

Drugi zarzut dotyczy samej wyszukiwarki. Brave od 2023 roku dokleja do wyników odpowiedzi generowane przez AI, najpierw jako Answer with AI, a od września 2025 roku także w trybie rozmowy Ask Brave. Według firmy jej AI udziela ponad 15 mln odpowiedzi dziennie. Według wydawców część z nich to ich teksty w innym opakowaniu. W pozwie trzech dzienników są przykłady: z jednego artykułu „Chicago Tribune” Ask Brave wygenerował ponad 1200 słów, z tekstu „Daily News” blisko 600. Kto dostaje taki wyciąg, nie klika w źródło.

Trzeci zarzut uderza w samą przeglądarkę. Brave ma ustawienie nazwane w pozwie „Paywall blocker”, które według wydawców pozwala czytać płatne artykuły bez logowania. Gazety cytują użytkownika Reddita zadowolonego, że czyta „Timesa” „bez przerw i bez zakładania konta”. Do tego dochodzi stary konflikt: Brave domyślnie blokuje reklamy wydawców, a sprzedaje własne.

Trzy dzienniki należące do funduszu Alden Global Capital zgłosiły pięć roszczeń: bezpośrednie, współuczestniczące i pośrednie naruszenie praw autorskich, obejście zabezpieczeń technicznych na podstawie ustawy DMCA oraz bezpodstawne wzbogacenie według prawa stanu Nowy Jork. „Times” złożył własne roszczenia z prawa autorskiego i DMCA. Wydawcy żądają odszkodowań ustawowych i faktycznych, oddania zysków, stałego zakazu takich praktyk i procesu przed ławą przysięgłych. Według gazet chodzi o ponad dwa miliony zarejestrowanych artykułów. Z pozwu wynika też, że Brave miał w 2025 roku ponad 100 mln dolarów przychodu i około 130 mln użytkowników miesięcznie.

Rzecznik „Timesa” Graham James zapewnia, że gazeta wierzy w etyczny rozwój AI, ale Brave „zlekceważył obowiązujące prawo autorskie” i powtarzane prośby o zaprzestanie. Steven Lieberman, prawnik trzech pozostałych dzienników, ujął to krócej:

Kupowanie kradzionych rzeczy z drugiej ręki nie czyni ich legalnymi.

To zdanie jest skierowane nie tylko do Brave'a, ale też do jego klientów, którzy dotąd mogli uważać, że kupują zwykłą usługę wyszukiwania.

Brave już raz poszedł do sądu pierwszy

Brave w dniu złożenia pozwów nie odpowiedział na prośby o komentarz. Jego linię obrony da się jednak odczytać z innej sprawy, którą firma zaczęła sama. W lutym 2025 roku News Corp, wydawca „Wall Street Journal” i „New York Post”, wysłał Eichowi podobne wezwanie i zażądał m.in. listy firm AI, które przez API Brave'a sięgały po jego teksty. Brave nie czekał na pozew. W marcu 2025 roku poprosił sąd federalny w San Francisco o stwierdzenie, że indeksowanie stron na potrzeby wyszukiwarki, fragmenty w wynikach i streszczenia AI mieszczą się w dozwolonym użytku, czyli amerykańskim fair use. Żądania News Corp nazwał „antykonkurencyjną kampanią zastraszania”.

Ten argument będzie zapewne wracał. Brave przedstawia się w sądzie jako najmniejsza z trzech amerykańskich firm, które utrzymują niezależną wyszukiwarkę na dużą skalę, obok Google'a i Bingu. Jeśli każdy wydawca może zażądać pieniędzy za samo zaindeksowanie, pisał, nowe wyszukiwarki nie mają szans z gigantami, a zagrożony jest rozwój generatywnej AI, którą firma nazwała najważniejszą innowacją tego stulecia. News Corp odpowiedział 21 lipca 2026 roku pozwem wzajemnym, w którym mówi o „rażącej kradzieży” i żąda do 150 tys. dolarów za każde naruszenie. Wyroku w tej sprawie wciąż nie ma.

Gmach sądu federalnego im. Daniela Patricka Moynihana na Manhattanie, jedna z siedzib sądu dla Południowego Dystryktu Nowego Jorku. Do tego sądu trafiły pozwy przeciw Brave'owi, a wcześniej przeciw OpenAI i Perplexity
Gmach sądu federalnego im. Daniela Patricka Moynihana na Manhattanie, jedna z siedzib sądu dla Południowego Dystryktu Nowego Jorku. Do tego sądu trafiły pozwy przeciw Brave'owi, a wcześniej przeciw OpenAI i Perplexity Fot. 83136374@N05 (Flickr) / Wikimedia Commons, CC BY 4.0

Trzeci front tej samej wojny

„Times” zna już tę drogę. W grudniu 2023 roku pozwał OpenAI i Microsoft o trenowanie modeli na swoich tekstach. Sędzia Sidney Stein w marcu 2025 roku dopuścił główne zarzuty do dalszego biegu, ale terminu procesu nadal nie wyznaczono. W grudniu 2025 roku gazeta pozwała Perplexity, wyszukiwarkę odpowiadającą gotowymi streszczeniami, o kopiowanie i rozpowszechnianie milionów artykułów, w tym płatnych. Dzienniki Aldena idą tym samym śladem.

Każdy z tych pozwów celuje w inne ogniwo. OpenAI to fabryka, która przerobiła archiwa gazet na model. Perplexity to sklep, który podaje czytelnikowi streszczenie zamiast artykułu. Brave to hurtownia, z której zaopatrują się jedni i drudzy. Jeśli wydawcom uda się udowodnić, że już sam hurtowy dostęp do ich tekstów wymaga licencji, spór przestanie dotyczyć tego, co model zrobił z cudzym tekstem, a zacznie dotyczyć tego, kto w ogóle może go przeczytać w imieniu człowieka.

Podobna walka toczy się w Europie, choć innymi środkami. 5 października UOKiK postawił zarzuty czterem spółkom Google'a, w tym Google Poland. Urząd podejrzewa, że koncern nadużywał dominującej pozycji, narzucając polskim wydawcom prasy warunki korzystania z ich publikacji i utrudniając rozmowy o wynagrodzeniu. Według urzędu wydawcy negocjowali „w stanie asymetrii informacji wobec Google”, bo nie wiedzieli, jak koncern korzysta z ich treści ani ile na nich zarabia. Amerykańskie gazety mówią o tym samym, tylko adresatem jest mniejsza firma, która w dodatku nie chce powiedzieć, pod jakim nazwiskiem wchodzi na ich strony.

Brave ma teraz czas na odpowiedź przed sądem na Manhattanie. W Kalifornii wciąż czeka na rozstrzygnięcie sporu, który sam zaczął, by przed takimi pozwami się zabezpieczyć.

Źródła (13)
Następny tekstClaude podsunął policji zmyśloną wskazówkę. A Replit w tym czasie flirtował z OpenAIModel Anthropic wysłał policji w Filadelfii fałszywą wskazówkę, bo nikt mu nie zabronił wypełniać formularzy. W tym samym tygodniu Replit uczynił domyślnym model OpenAI, a firma, która zbudowała markę na bezpieczeństwie, musi tłumaczyć się z obu spraw.

Czytaj też

Z Promptowego - blog o AI tego samego autora