29 października kamera EPIC na satelicie DSCOVR wykonała zdjęcie, na którym w jednym kadrze widać dwa etapy życia pacyficznego tajfunu. Na zdjęciu supertajfun In-fa kłębił się w pobliżu Marianów, a resztki tajfunu Champi zbliżały się do Alaski, wplecione w szereg niżów sunących nad Morzem Beringa. Pierwszy był jeszcze w pełni sił, drugi zdążył już zmienić naturę. Oba pochodziły z tego samego basenu, który od pół roku nie daje sobie odpocząć.
Aktywność cyklonów na północno-zachodnim Pacyfiku jest w tym roku podwyższona od kwietnia. W kwietniu Sinlaku osiągnął siłę supertajfunu i uderzył w Mikronezję, Guam oraz Mariany Północne. Od tamtej pory basen wytworzył jeszcze dwadzieścia pięć nazwanych burz, a pod koniec października wciąż był aktywny. In-fa jest piątym tajfunem, który w tym roku dotknął Marianów.
Pączek i opona
Dzień później, 30 października, In-fa sfotografował spektrometr MODIS na satelicie Terra. Burza znajdowała się wtedy tuż na zachód od łańcucha wysp i wyglądała inaczej niż typowy cyklon. Podręcznikowy tajfun przypomina galaktykę: wokół centrum rozwijają się długie, spiralne pasma chmur i deszczu, które ciągną się daleko od oka. In-fa był niemal idealnie okrągły, miał duże, wyraźne oko i bardzo słabo zaznaczone zewnętrzne ramiona spirali. Był przy tym niezwykle silny.
Taki zestaw cech meteorolodzy przypisują burzom pierścieniowym. Między sobą nazywają je pączkami albo oponami ciężarówek, bo brakuje im wyraźnych zewnętrznych pasm spirali. Tego typu cyklony należą do rzadkości. Według jednej z analiz stanowią zaledwie 4 procent cyklonów tropikalnych na zachodnim Północnym Pacyfiku, czyli statystycznie mniej więcej jeden na dwadzieścia pięć.
Rozmiar oka dobrze oddaje tę różnicę. W burzach pierścieniowych oko ma średnio około 45 kilometrów średnicy, w zwykłych cyklonach około 25. Bardziej od wyglądu liczy się jednak wytrzymałość. Pierścieniowe cyklony zwykle dłużej utrzymują siłę w niekorzystnych warunkach.

Ciepłe serce, zimne serce
Na tym samym zdjęciu z 29 października In-fa wciąż był cyklonem tropikalnym, a Champi już nie. Jego resztki przeszły transformację pozazwrotnikową i stały się zupełnie innym rodzajem burzy.


Różnica dotyczy źródła energii. Cyklon tropikalny ma ciepły rdzeń i czerpie siłę z ciepła oraz wilgoci nagrzanego oceanu, trochę jak silnik, który działa tak długo, jak długo dostaje paliwo. Cyklon pozazwrotnikowy ma zwykle zimny rdzeń i pobiera energię z różnicy temperatur między ciepłymi a zimnymi masami powietrza. Wytwarza fronty atmosferyczne i ogromne, spiralne pasma chmur w kształcie przecinka.
Gary Partyka, meteorolog z Goddard Space Flight Center NASA, zwraca uwagę na to, co dzieje się wtedy z wiatrem. Wiatr niekoniecznie się wzmaga, ale obejmuje znacznie większy obszar. Według Partyki nad Morzem Beringa i tak powstałby 30 października niż średnich szerokości, prawdopodobnie z wielkimi chmurami w kształcie przecinka. Wygląda jednak na to, że resztki Champi splotły się z tym układem i pomogły go wzmocnić.
Zanim do tego doszło, Champi zdążył narobić szkód. Na zachodnim Pacyfiku osiągnął maksymalny wiatr trwały blisko 300 kilometrów na godzinę, co skłoniło część obserwatorów do zaliczenia go do najsilniejszych burz sezonu. Minął Tajwan i Guam w niewielkiej odległości, a mimo to oba miejsca, podobnie jak części Chin i Japonii, odczuły niszczący wiatr i ulewy.

Czwarty gość na Alasce
Alaska uniknęła katastrofy na skalę tej, którą w październiku 2025 roku spowodował były tajfun Halong. Według doniesień lokalnych mediów niektóre rejony stanu miały jednak silny wiatr, intensywny deszcz i obfite opady śniegu.
Rick Thoman, meteorolog i klimatolog z Uniwersytetu Alaski w Fairbanks, zwraca uwagę na liczby. Champi jest czwartym byłym tajfunem, który w tym roku wszedł na wody Alaski. Wcześniej, w sierpniu, przyszedł Bang-Lang, we wrześniu Dujuan, a na początku października Choi-wan. Jesienią 1997 i 2015 roku, w latach bardzo silnego El Niño, takie burze były po trzy. Od 1970 roku stan odczuł skutki około 60 byłych tajfunów, czyli średnio nieco ponad jednego rocznie. Cztery w jednym sezonie to wyraźne odstępstwo od tej średniej.
Partyka nazywa rok 2026 „szczególnie aktywnym rokiem” dla pacyficznych cyklonów. Jego zdaniem zwiększa to szansę, że Alaskę dotkną burze po transformacji pozazwrotnikowej. Za prawdopodobny czynnik sprzyjający wzmożonej aktywności meteorolog uznaje silne El Niño, które rozwija się obecnie na Pacyfiku.
El Niño to wzorzec klimatyczny powracający co dwa do siedmiu lat, w którym woda w części równikowego Pacyfiku jest cieplejsza niż zwykle. Według części ekspertów na północno-zachodnim Pacyfiku sprzyja on temu, by burze chętniej zakręcały na północ, zamiast iść dalej na zachód, ku wschodniej i południowo-wschodniej Azji. Wtedy częściej trafiają na Guam, Mariany Północne, Japonię i Półwysep Koreański.
Zdjęcie z 29 października pokazuje więc zarówno sam sezon, jak i drogę, którą w tym roku pokonują burze. In-fa na południu wciąż był ciepłym, zwartym pierścieniem, a Champi na północy rozlał się już w chłodny przecinek nad Morzem Beringa. Między nimi leżą tysiące kilometrów oceanu, który pod koniec października, przy rozwijającym się silnym El Niño, nadal sprzyjał powstawaniu kolejnych burz.
Źródła (1)
- NASA Earth Observatory - sezon burz na Pacyfiku, dostęp 3 listopada 2026



