Nr 1 · 13 października 2026 RSS
Tenis

Hurkacz w Szanghaju. Pokonał Djokovicia, prowadził 5:0 i przegrał. To jest powrót?

Po ośmiu porażkach pierwszy raz ograł Novaka Djokovicia, wygrał dziewiąty z rzędu mecz w Szanghaju i wrócił w okolice 30. miejsca rankingu. We wtorek prowadził z Davidovichem Fokiną 5:0, zaserwował 21 asów i odpadł po tie-breaku 6:8. Ile jest wart ten azjatycki miesiąc?

Piotr Olszewski

13 października 2026 · 7 min czytania

Ilustracja: Dygot

Dziewiętnaście minut. Tyle potrzebował we wtorek Hubert Hurkacz, żeby w 1/8 finału turnieju Masters 1000 w Szanghaju prowadzić z Alejandro Davidovichem Fokiną 5:0. Dwa przełamania, serwis, którego Hiszpan nie umiał odczytać, i piłka setowa na 6:0. Davidovich ją obronił, wygrał gema honorowego i wtedy jeszcze nikt nie traktował tego poważnie. Nieco ponad dwie godziny później to Hiszpan cieszył się z awansu po wyniku 1:6, 6:3, 7:6 (8-6), a Hurkacz schodził z kortu z 21 asami w statystykach i bez ćwierćfinału.

Tak skończyła się seria dziewięciu kolejnych zwycięstw Polaka w Szanghaju. I tak wygląda cały jego azjatycki miesiąc: tenis na poziomie, którego nie widzieliśmy od dwóch lat, przeplatany momentami, w których czegoś brakuje. Ciała, świeżości, może po prostu meczów w nogach.

Hubert Hurkacz w Monte Carlo, kwiecień 2022 - ponad dwa lata przed upadkiem na Wimbledonie, po którym zaczęła się jego walka z kolanem
Hubert Hurkacz w Monte Carlo, kwiecień 2022 - ponad dwa lata przed upadkiem na Wimbledonie, po którym zaczęła się jego walka z kolanem Źródło: si.robi / Wikimedia Commons, CC BY-SA 2.0

Noc, na którą czekał siedem lat

Zanim przyszła porażka, przyszedł wieczór, którego Hurkacz nie przeżył nigdy wcześniej. W czwartek 9 października w drugiej rundzie pokonał Novaka Djokovicia 6:4, 6:3. Przed tym meczem bilans był bezlitosny: osiem spotkań, osiem porażek, w tym kilka bardzo bolesnych, jak trzysetowy półfinał w Paryżu w 2021 roku czy przegrany po dwóch tie-breakach finał w Genewie w 2025.

Tym razem Djoković nie miał punktu zaczepienia. Hurkacz w 87 minut:

Dla Djokovicia, czterokrotnego mistrza Szanghaju, to najwcześniejsze odpadnięcie w tym turnieju w dwunastu startach. Przyjechał zresztą prosto z Pekinu, gdzie kilka dni wcześniej zdobył 102. tytuł w karierze. Według ATP Hurkacz dołączył tym zwycięstwem do Andy'ego Murraya, Dominica Thiema i Alexandra Zvereva jako czwarty zawodnik, który na kortach twardych wygrywał z Federerem, Nadalem i Djokoviciem.

Novak Djoković na US Open 2026. W Szanghaju czterokrotny mistrz turnieju odpadł tym razem najwcześniej w dwunastu startach
Novak Djoković na US Open 2026. W Szanghaju czterokrotny mistrz turnieju odpadł tym razem najwcześniej w dwunastu startach Źródło: AndrewHenkelman / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0

Polak mówił po meczu, że to wyjątkowa noc i że z Novakiem gra od mniej więcej siedmiu lat, bez powodzenia. Dodał, że kluczowe było trzymanie się rywala od początku, bo gdy Djoković złapie przewagę, trudno go dogonić.

Szanghaj, czyli jego miasto

W Szanghaju Hurkacz czuje się jak u siebie, i to nie jest figura retoryczna. W 2023 roku wygrał tu turniej, w finale z Andriejem Rublowem broniąc piłki meczowej. Potem dwa razy go tu nie było, bo leczył kolano. Wrócił w tym roku i dopisał kolejne zwycięstwa:

Qizhong Forest Sports City Arena, główny kort szanghajskiego Mastersa, z dachem rozsuwanym jak płatki kwiatu. Zdjęcie z 2008 roku, gdy odbywał się tu Tennis Masters Cup
Qizhong Forest Sports City Arena, główny kort szanghajskiego Mastersa, z dachem rozsuwanym jak płatki kwiatu. Zdjęcie z 2008 roku, gdy odbywał się tu Tennis Masters Cup Źródło: Curt Smith / Wikimedia Commons, CC BY 2.0

Razem z sześcioma wygranymi z 2023 roku dało to dziewięć meczów bez porażki. Z perspektywy rankingu ważniejsze jest co innego: w zeszłym roku Hurkacz w Szanghaju nie zagrał, więc wszystko, co tu zdobył, to czysty zysk punktowy.

21asów Hurkacza w meczu z Davidovichem Fokiną (rywal: 3)
5:0prowadzenie Polaka w pierwszym secie
1-8bilans z Djokoviciem po pierwszym zwycięstwie w karierze
2-6bilans z Davidovichem Fokiną po wtorkowej porażce

Wtorek, który wymknął się z rąk

Mecz z Davidovichem Fokiną był rewanżem za finał w Chengdu sprzed dwóch tygodni. Wtedy Hiszpan wygrał 6:4, 7:6 (7), w tie-breaku odrabiając stratę 3-6 i broniąc czterech piłek setowych. Tym razem pierwszy set wyglądał jak pomyłka w rozpisce. Źródła różnią się minimalnie co do czasu: WP SportoweFakty i Weszło piszą o prowadzeniu 5:0 po 19 minutach, hiszpańska agencja cytowana przez Infobae o 17 minutach. Tak czy inaczej - nokaut.

Od drugiego seta Davidovich poprawił serwis i return, przełamał Polaka na początku partii, a Hurkacz, choć odrobił część strat, zaczął popełniać błędy. 6:3 dla Hiszpana.

Alejandro Davidovich Fokina w finale Swiss Indoors w Bazylei, październik 2025. Hiszpan czeka na returnie i bierze dwa-trzy punkty, które decydują - z Hurkaczem ma już bilans 6-2
Alejandro Davidovich Fokina w finale Swiss Indoors w Bazylei, październik 2025. Hiszpan czeka na returnie i bierze dwa-trzy punkty, które decydują - z Hurkaczem ma już bilans 6-2 Źródło: Skyscraper2010 / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0

Trzeci set rozstrzygnął się w drugim gemie, choć wtedy jeszcze nikt tego nie wiedział. Hurkacz prowadził przy podaniu rywala 40-0. Miał trzy break pointy z rzędu. Davidovich wygrał pięć kolejnych punktów, utrzymał podanie, a set potoczył się do tie-breaka.

Tie-break był małym dramatem w kilku aktach:

Mecz trwał 2 godziny i 4 minuty według WP SportoweFakty (Tennis Majors podaje 2:03). Hurkacz zdobył więcej punktów w całym spotkaniu - 99 do 88 - i przegrał. To w tenisie nic nadzwyczajnego, ale dobrze pokazuje, gdzie dziś leży problem: nie w poziomie, tylko w najważniejszych piłkach. W relacji tekstowej WP pada liczba 20 asów, w statystykach meczowych tego samego serwisu - 21. Przyjmuję statystyki.

Hurkacz pokazał w Azji, że znów potrafi wygrywać z każdym. Szanghaj pokazał, że jeszcze nie potrafi tego robić przez dwie godziny z rzędu.

Skąd wrócił

Żeby ocenić ten miesiąc, trzeba pamiętać, z jakiego miejsca startował. W sierpniu 2024 roku Hurkacz był szósty na świecie. Miesiąc wcześniej, na Wimbledonie, upadł na trawie i zerwał łąkotkę w prawym kolanie. Kolano nie dało się potem uspokoić: ból i płyn wracały, aż w lipcu 2025 roku przeszedł drugą operację, artroskopię, w czasie której usunięto zapalną błonę maziową. We wrześniu zakończył sezon. Po trzech latach z ponad 40 zwycięstwami rozegrał w 2025 roku tylko 22 mecze.

Rehabilitacja, jak opowiadał ATP, przez ponad miesiąc oznaczała dni po 10-12 godzin. Mówił, że przez pewien czas nie mógł grać w tenisa i niemal w ogóle się ruszać.

Początek 2026 roku był obiecujący - w United Cup wygrał cztery z pięciu meczów singlowych, w tym z Zverevem i Fritzem - ale potem przyszło siedem porażek z rzędu na przełomie zimy i wiosny. W marcu grał w Challengerze w Cap Cana na Dominikanie, pierwszy raz na tym poziomie od 2019 roku. W kwietniu do sztabu dołączył Gilles Cervara, trener, który doprowadził Daniiła Miedwiediewa na szczyt rankingu. W lipcu Hurkacz był w 1/8 finału Wimbledonu i mówił wprost o dwóch operacjach i ogromie pracy, którego wyniki długo nie odzwierciedlały.

Hurkacz i Taylor Fritz przy siatce przed półfinałem United Cup, styczeń 2026. W tym turnieju Polak wygrał cztery z pięciu meczów singlowych - pierwszy sygnał, że po drugiej operacji kolana da się wrócić
Hurkacz i Taylor Fritz przy siatce przed półfinałem United Cup, styczeń 2026. W tym turnieju Polak wygrał cztery z pięciu meczów singlowych - pierwszy sygnał, że po drugiej operacji kolana da się wrócić Źródło: QWisps / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0

Azjatycki miesiąc w trzech odsłonach

Prawdziwy zwrot przyszedł we wrześniu. Najpierw Chengdu (ATP 250): w półfinale odwrócił mecz z Denisem Shapovalovem (6:7, 6:3, 6:3, prawie dwie i pół godziny) i zagrał w pierwszym finale od Genewy 2025. W finale 17 asów nie wystarczyło na Davidovicha.

Potem Pekin (ATP 500). Półfinał z Alexem de Minaurem 5 października i krecz przy stanie 4:6, 2:3. Przywodziciel, który - jak sam mówił - dał o sobie znać już dzień wcześniej w ćwierćfinale z Karenem Chaczanowem. W drugim secie Hurkacz ledwo biegał do piłek. Kilka dni później w Szanghaju mówił, że czuje się lepiej, a problem z przywodzicielem mija.

Wreszcie Szanghaj. Przed meczem z Davidovichem Eurosport wyliczał, że Polak wygrał 15 z 18 ostatnich spotkań. Bilans azjatyckiego tournée: finał, półfinał, 1/8 finału Masters 1000 i skalp Djokovicia.

Ranking, czyli ile to jest warte

Tu trzeba uważać, bo liczby różnią się w zależności od źródła i godziny. W oficjalnym rankingu z 5 października Hurkacz był 34. Po wygranej z Yi Zhou ATP podało, że w rankingu na żywo awansował o pięć miejsc, na 29. pozycję. Polsat Sport tego samego dnia pisał o 30. miejscu i 15 punktach straty do Tomása Martína Etcheverry'ego. Interia po wtorkowym meczu podaje 29. miejsce na żywo.

Porażka w 1/8 finału niczego już nie dokłada, więc ostateczna pozycja zależy od wyników innych do końca turnieju. Pewne jest jedno: według Eurosportu tak wysoko Hurkacz nie był od ponad roku.

Co z tego wynika?

Prawdziwy powrót?

Odpowiedź brzmi: tak, ale z gwiazdką.

Za „tak" przemawia gra. Utrzymanie wszystkich gemów serwisowych z Djokoviciem, 19, 13 i 21 asów w kolejnych meczach w Szanghaju, finał i półfinał turniejów rangi 250 i 500 - to nie jest tenis zawodnika, który jedynie wraca do formy. To tenis kogoś, kto z najlepszymi gra jak równy z równym.

Gwiazdka to dwie rzeczy. Pierwsza - ciało. Kolano po dwóch operacjach, przywodziciel, który przerwał mu półfinał w Pekinie. Druga - wąskie gardło w kluczowych momentach. Z Davidovichem Fokiną przegrał w dwa tygodnie dwa mecze, w obu prowadząc albo mając piłki setowe w tie-breakach. Rywal, z którym bilans wynosi teraz 2-6, gra przeciwko niemu tak, jak gra się przeciwko wielkim serwującym: czeka, aż przyjdą dwa-trzy punkty na returnie, i je bierze.

Tekst ATP o pracy Cervary z Polakiem nosi tytuł, który mówi wszystko: seria cieszy, ale trener chce więcej. To chyba najlepsze podsumowanie. Szanghaj nie dał Hurkaczowi ćwierćfinału, za to dał mu coś cenniejszego: dowód, że kolano wytrzymuje tydzień tenisa na poziomie Masters, a serwis znów jest bronią, przed którą nie ma obrony. Teraz trzeba to powtórzyć - w Paryżu, a potem w styczniu w Australii, gdy wszyscy zaczynają od zera.

Tekst ukazał się w numerze 1 tygodnika Dygot (13 października 2026).

Źródła (18)

Więcej z tego numeru