Przy stanie 5:2 w trzecim secie Maja Chwalińska podchodzi do linii końcowej i wie, że ma serwować po tytuł. Nie po półfinał, nie po „najlepszy wynik w karierze”, tylko po pierwszy w życiu puchar w głównym cyklu WTA. Po drugiej stronie siatki stoi Sonay Kartal, Brytyjka, która dwa tygodnie wcześniej wróciła do tenisa po pół roku przerwy z powodu urazu pleców, a w tym finale wygrała pierwszego seta 6:2.
Ten gem nie chce się skończyć. Kartal ma trzy piłki na przełamanie, a według relacji Eurosportu gra kilka razy wraca do równowagi. Chwalińska broni wszystkich trzech. Niewymuszony błąd Brytyjki daje Polce pierwszą piłkę mistrzowską. Tej Chwalińska nie wykorzystuje, następnej też nie. Trzecią kończy kolejny błąd Kartal.
Chwalińska zakrywa twarz dłońmi i pada na kort. Leży na twardym korcie Optics Valley International Tennis Center w Wuhanie i przez chwilę nic nie robi. Potem wstaje i idzie na trybuny, do swojego zespołu. Mecz trwał 2 godziny i 43 minuty. Wynik: 2:6, 6:4, 6:2.
Kilka godzin później wrzuciła na Instagram zdjęcie z trofeum i podpis, który najlepiej streszcza jej sezon: „Mistrzyni Wuhan Open. Coooo!?!?”.

Najniżej notowana finalistka i najbardziej zaskoczona mistrzyni
Ten finał wyglądał na mecz dwóch osób, które nie powinny się w nim znaleźć. Kartal weszła do turnieju jako 170. zawodniczka świata. ESPN policzyło, że to najniżej notowana finalistka turnieju rangi WTA 1000 od 2009 roku, kiedy wprowadzono tę kategorię. W półfinale Brytyjka pokonała Jelenę Ostapenko 7:6, 7:6.
Chwalińska była rozstawiona z numerem 16. i przyjechała do Chin jako 22. rakieta świata. Po drodze ograła Mayar Sherif, Marie Bouzkovą, rozstawioną z „dziesiątką” Ivę Jovic, Marię Sakkari i Igę Świątek. Z Kartal nie grała nigdy wcześniej.
Początek finału należał do Brytyjki. Kartal przełamała Polkę cztery razy w pierwszych pięciu gemach serwisowych i prowadziła 6:2, 2:0. Pod koniec pierwszego seta poprosiła jednak o trenera, a ESPN pisało potem, że w miarę upływu meczu wyglądała na coraz bardziej zmęczoną. Chwalińska złapała rytm w drugim secie: przełamała na 2:2, dopiero za piątym break pointem, i od tej chwili straciła podanie tylko raz. W trzecim secie przełamała rywalkę na 3:2 i na 5:2.
Liczby z tego meczu są niemal symetryczne. Według WP SportoweFakty Chwalińska zagrała 23 uderzenia kończące i popełniła 27 niewymuszonych błędów, Kartal - 32 i 36. Obie wygrały po 91 punktów. Różnicę zrobiło sześć przełamań Polki przy pięciu rywalki i to, kiedy padały.
„It was a very physical battle. I had my chances and I think that's maybe where the rust of six months comes in” - mówiła po meczu Kartal, cytowana przez ESPN. Czyli: bardzo fizyczna walka, miała swoje szanse, a sześć miesięcy przerwy zrobiło swoje.

Za zwycięstwo Chwalińska dostała 665 tysięcy dolarów i 1000 punktów, Kartal 385 tysięcy i 650 punktów. WTA podaje, że Brytyjka awansuje o 121 miejsc, na 49. pozycję, ESPN i Tennis365 piszą o 50. miejscu. Przy każdej z tych wersji to awans, jakiego w kobiecym tenisie nie widuje się często.
Zestawienie WTA z rekordami jest długie. Chwalińska jest czwartą zawodniczką w historii, która pierwszy tytuł w karierze zdobyła od razu na poziomie WTA 1000 - po Naomi Osace, Biance Andreescu i Victorii Mboko. Jest pierwszą leworęczną mistrzynią turnieju tej rangi od czasu Petry Kvitovej w Miami w 2023 roku i trzecią Polką z takim tytułem, po Agnieszce Radwańskiej i Idze Świątek. Według WTA dopiero druga - po Amélie Mauresmo - zawodniczka, której dwa pierwsze finały w karierze to Wielki Szlem i WTA 1000.
„It means a lot. It tastes very sweet, I must admit” - mówiła na korcie. Smakuje bardzo słodko.

Sobota, udo i dwie piłki setowe
Żeby dojść do tego finału, Chwalińska musiała w sobotę 17 października zrobić coś, czego żadna Polka nie zrobiła na tym poziomie: wygrać półfinał z inną Polką. WTA zaznaczyło, że to pierwszy w erze open polski półfinał w turnieju głównego cyklu. Po drugiej stronie stała Świątek, rozstawiona z numerem 7., sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa i - co w tej historii ważne - koleżanka z dzieciństwa.
Chwalińska i Świątek znają się od dziesiątego roku życia. Jako juniorki wygrały razem debla w mistrzostwach Europy do lat 14 w 2015 roku i do lat 16 rok później, a w 2017 roku doszły wspólnie do finału juniorskiego debla w Australian Open. Jedyny wcześniejszy mecz singlowy między nimi odbył się w 2016 roku w turnieju ITF w Sztokholmie i wygrała go Świątek.
Pierwszy set był długi i nerwowy. Chwalińska przełamała pierwsza, ale Świątek odrobiła stratę i prowadziła 5:3. W dziewiątym gemie, przy własnym podaniu, miała dwie piłki setowe. Chwalińska obroniła obie. „She had set points, so it was very close to lose this one” - mówiła potem. Była bardzo blisko przegrania tego seta.
Od tego momentu relacje się rozjeżdżają, i warto to zaznaczyć. WTA pisze, że Świątek wzięła przerwę medyczną z powodu urazu nogi po tym, jak w dziewiątym gemie nie wykorzystała piłek setowych. Eurosport i Polskie Radio podają, że poprosiła o nią przy stanie 5:6. Wszystkie źródła zgadzają się co do tego, co działo się w czasie przerwy: Świątek płakała z bólu, gdy fizjoterapeutka opatrywała ją na korcie, i wróciła do gry z bandażem na lewym udzie. Eurosport pisał o mięśniu czworogłowym.
Seta wygrała Chwalińska 7:5, a od stanu 3:5 zdobyła cztery gemy z rzędu. Licząc od tego momentu, według WTA wygrała 10 z 11 gemów - cztery w pierwszym secie i sześć w drugim. Drugi set skończył się 6:1. Cały mecz trwał 2 godziny i 8 minut, sam pierwszy set - jak mówiła zwyciężczyni - prawie półtorej godziny. Chwalińska obroniła 6 z 8 break pointów, Świątek 4 z 10.

Po meczu zwyciężczyni mówiła o rywalce z czymś więcej niż zawodową uprzejmością. „Iga nie była w sobotę w pełni dyspozycji” - przyznała w rozmowie cytowanej przez Eurosport. - „Mam nadzieję, że szybko dojdzie do siebie. Życzę jej wszystkiego dobrego”. I dalej: „To wielka mistrzyni, żyjąca legenda, która wygrała wszystko. To był wielki zaszczyt dzielić z nią kort”. O sobie: „Chyba sobie jeszcze nie zdaje sprawy, co się dzieje. Zwycięstwo z nią to dla mnie jakieś szaleństwo”.
To było pierwsze zwycięstwo Chwalińskiej nad zawodniczką z pierwszej dziesiątki rankingu.
„Trzy razy mówiłem”
Najpierw były zdjęcia: Świątek zapłakana w czasie przerwy medycznej, z bandażem na udzie, przegrywająca drugiego seta 1:6. Potem pytania w mediach społecznościowych. Najczęściej powtarzało się jedno: dlaczego nikt nie kazał jej zejść z kortu. Jeden z internautów zwrócił się na X bezpośrednio do jej wieloletniego fizjoterapeuty i trenera przygotowania fizycznego: „Panie Macieju, czemu pan ją forsuje”.
Maciej Ryszczuk odpowiedział krótko i bez dyplomacji:
„Przestań proszę opowiadać głupoty, trzy razy mówiłem, żeby przerwała mecz, bo szkoda zdrowia. Sama podjęła decyzję o dalszej grze, a jak podjęła taką, to wspieram jak mogę”.
Dodał też prośbę o „mniej interpretacji tego typu, bo są często krzywdzące”. Eurosport już w tytule tekstu o meczu napisał wprost, że Ryszczuk namawiał ją do przerwania gry.
Na chłodno: mamy tu dwie wersje, które się nie wykluczają. Sztab Świątek mówi, że doradzał przerwanie gry, a ona sama zdecydowała inaczej. Świątek na konferencji prasowej tłumaczyła, dlaczego: „Wiedziałam, że będzie trudno wygrać, ale chciałam, by Maja zwyciężyła w normalny sposób”. Czyli nie przez krecz, nie walkowerem, tylko na korcie, do ostatniej piłki.
Z wypowiedzi cytowanej przez WTA wynika też, że problem nie pojawił się w sobotę znikąd. „From the beginning of the tournament, I kind of felt pain in my quad... But today was just too much” - mówiła Świątek. Ból czworogłowego czuła od początku turnieju, w sobotę było go po prostu za dużo. Polskie Radio dodaje, że po meczu drugiej rundy z Magdaleną Fręch zespół rozważał wycofanie z Wuhanu, ale zawodniczka uznała, że jest w stanie grać na przyzwoitym poziomie.
Sport1.pl zwracał uwagę na kontekst, który dla kibiców był oczywisty: walkę o miejsce w WTA Finals. Każdy wygrany mecz w Chinach to były punkty, których Świątek potrzebowała. Za półfinał w Wuhanie dostała 390. Ostateczna decyzja - jak podkreślił sam Ryszczuk - należała jednak do zawodniczki.
We wtorek 20 października rano organizatorzy turnieju WTA 500 w Ningbo ogłosili, że Świątek, rozstawiona tam z numerem 2., wycofuje się przed pierwszym meczem. „Od kilku tygodni zmagam się z problemem z lewym udem i uważam, że danie sobie czasu na odpoczynek i regenerację jest właściwą decyzją” - napisała, cytowana przez Polsat Sport. W wyścigu do WTA Finals ma 4189 punktów i traci 546 do siódmej Karoliny Muchovej. Bez startu w Ningbo nie może już tego odrobić. Jeśli nic się nie zmieni, według Polsat Sportu po raz pierwszy od 2021 roku zabraknie jej w kończącym sezon turnieju mistrzyń; RMF24 przypomina, że może jeszcze zostać rezerwową.
Dziewczyna z Dąbrowy
Maja Ewa Chwalińska urodziła się 11 października 2001 roku w Miechowie, a wychowała w Dąbrowie Górniczej. W tenisa zaczęła grać jako siedmiolatka. Mierzy 1,65 m, czyli mniej niż przeciętna zawodniczka zawodowego tenisa. Gra lewą ręką, bekhend bije oburącz. Tytuł w Wuhanie zdobyła tydzień po 25. urodzinach.
Jej tenis opisuje się zwykle słowami, których nie używa się wobec maszyn do wygrywania: slajs, skróty, rotacja, cierpliwość. Wikipedia streszcza go jako grę „pełną finezji i sprytu”, w której Polka buduje punkt krok po kroku i frustruje rywalki tym, że odbiera piłki, które miały być kończące. W Wuhanie, na szybkim twardym korcie, było to widać w drugim secie finału: Kartal biła mocniej, ale coraz częściej musiała uderzyć jeszcze raz.

Droga do tego momentu nie była prosta, i nie chodzi tylko o kontuzje. W czerwcu 2021 roku, jako 19-latka, Chwalińska napisała na Facebooku: „Od końca 2019 roku choruję na depresję. Pojawiające się nieustannie kontuzje na pewno nie pomagały mi poradzić sobie z tą chorobą”. Zawiesiła karierę. W wypowiedziach, które w czerwcu przypomniał Super Express, mówiła rzeczy, których sportowcy rzadko mówią publicznie: „Wychodziłam na kort i zaczynałam płakać”. Na konferencji w czasie tegorocznego Roland Garros dodała: „Byłam po prostu jak martwa i wiedziałam, że muszę zrobić przerwę, bo inaczej nie będę w stanie dalej żyć”. O decyzji o przerwie mówi dziś krótko: „Cieszę się, że to zrobiłam”.
Był też problem prozaiczny: pieniądze. Portal party.pl przypominał w czerwcu, że w 2022 roku jej ówczesny trener Piotr Szczypka publicznie pytał Polonię w Melbourne, czy ktoś mógłby przenocować zawodniczkę w czasie Australian Open, bo zespołu nie było stać na hotel. Ostatecznie Chwalińska i tak nie poleciała - przez kontuzję. Jej ojciec Tomasz mówił w tym samym tekście: „Normalni ludzie ze średnimi zarobkami nie są w stanie od pewnego wieku sami pociągnąć tego wózka. To jest bardzo drogi sport”.
Wyniki przyszły powoli. W 2022 roku przeszła kwalifikacje Wimbledonu i wygrała pierwszy mecz w turnieju wielkoszlemowym, z Kateřiną Siniakovą. W 2024 roku wygrała pierwszy turniej WTA 125, we Florianópolis, a w grudniu tamtego roku doszła do 128. miejsca w rankingu - najwyżej w dotychczasowej karierze. W 2025 roku dołożyła tytuł WTA 125 w Montreux, w 2026 - w Oeiras. Dziś jej trenerem jest Jaroslav Machovský.
Kwalifikantka w finale Paryża
To, co stało się w maju i czerwcu 2026 roku, wciąż brzmi jak pomyłka w drabince. Chwalińska przyjechała do Paryża jako 114. zawodniczka świata i musiała przejść trzy rundy kwalifikacji, w których pokonała Alice Ramé, Carole Monnet i Suzan Lamens. W turnieju głównym grała z Zheng Qinwen, Elise Mertens, Marią Sakkari, Diane Parry, Anną Kalinską i Dianą Sznajder. Przegrała dopiero w finale, 6 czerwca, z Mirrą Andriejewą 3:6, 2:6.
Była pierwszą kwalifikantką w historii, która zagrała w finale Roland Garros, i drugą w erze open w finale jakiegokolwiek turnieju wielkoszlemowego - po Emmie Raducanu, która z kwalifikacji wygrała US Open 2021. Jako 114. na świecie została najniżej notowaną finalistką w historii paryskiego turnieju. 8 czerwca była już 21. w rankingu.
Potem przyszło to, co w sporcie nazywa się „trudnymi momentami”, a co Chwalińska w Wuhanie wspomniała właśnie tymi słowami. Na Wimbledon dostała dziką kartę i jednocześnie rozstawienie z numerem 20. - według Wikipedii jako trzecia zawodniczka w erze open, którą rozstawiono w Wielkim Szlemie mimo startu z dziką kartą. Odpadła w pierwszej rundzie z kwalifikantką Mananchayą Sawangkaew. Jej biogram w Wikipedii podaje, że prowadziła 6:2, 5:2 i miała piłkę meczową, przy której poślizgnęła się i skręciła kostkę. US Open też zakończyła na pierwszej rundzie.
Wuhan jest więc nie tylko pierwszym tytułem, ale też odpowiedzią na pytanie, które wisiało nad nią przez całe lato: czy Paryż był przypadkiem. Odpowiedź przyszła na innej nawierzchni, na innym kontynencie i w turnieju, w którym przez sześć meczów trzeba było ograć m.in. Świątek i rozstawioną z „dziesiątką” Jovic.

Dwie Polki, jeden ranking
Ranking WTA z 19 października wygląda w polskiej części tak, jak jeszcze rok temu wyglądałby w fantazjach kibica:
- Iga Świątek - 9. miejsce, 4389 punktów
- Maja Chwalińska - 11. miejsce, 3031 punktów
- Magdalena Fręch - 47. miejsce, 1100 punktów
- Magda Linette - 77. miejsce, 908 punktów
(W punktach Chwalińskiej źródła się różnią: Polsat Sport i RMF24 podają 3031 za oficjalnym rankingiem, Tennis365 w wyliczeniu tuż po finale - 2681.)
- miejsce to najwyższa pozycja w karierze Chwalińskiej i trzecia najwyższa w historii polskiego kobiecego tenisa. Wyżej były tylko Świątek, jedyna Polka na pozycji liderki, i Agnieszka Radwańska, wiceliderka. Między Polkami stoi w rankingu dokładnie jedna zawodniczka: Marta Kostiuk.
Co to znaczy dla polskiego tenisa? Przez ostatnie pięć lat każda rozmowa o nim była rozmową o jednej osobie. Każdy wynik Świątek był sprawą narodową, każda porażka - kryzysem, każdy trener - tematem publicystyki. Polska miała zawodniczkę z historycznym dorobkiem i długi cień, który kładł się na wszystkich pozostałych.
Chwalińska tego nie zmienia jednym turniejem, ale zmienia rachunek. Po pierwsze, w tygodniach takich jak ten, kiedy Świątek się wycofuje, polski kibic nadal ma kogo oglądać w drugim tygodniu dużych turniejów. Po drugie, zmienia się kontekst samej Świątek: przestaje być jedyną miarą, a jej słabszy sezon nie oznacza już automatycznie „słabego roku polskiego tenisa”. Po trzecie, to model kariery, którego w Polsce brakowało - nie cudowne dziecko z wielkim sztabem od 15. roku życia, tylko zawodniczka, która w wieku 24 lat grała jeszcze w kwalifikacjach i turniejach WTA 125, a jej zespół szukał noclegów u Polonii.
Jest też wymiar mniej przyjemny, ale prawdziwy: półfinał w Wuhanie pokazał, że dwie Polki w czołówce to także dwie Polki w jednej drabince. Pierwszy polski półfinał w historii skończył się bandażem, łzami i kłótnią w mediach społecznościowych o to, kto i kiedy powinien był przerwać mecz. Obie zawodniczki zachowały się w tej sytuacji z klasą, czego nie zawsze można powiedzieć o komentujących.
Co dalej
Najbliższe dni są spokojniejsze, niż sugerowałyby nagłówki. Według Yahoo Sports Chwalińska wycofała się z turnieju w Ningbo, podając jako powód uraz lewego uda - tego samego, które zatrzymało Świątek. Kartal zrezygnowała z Osaki z powodu kontuzji prawego kolana. Turniej w Wuhanie kosztował więc trzy z czterech półfinalistek po jednym starcie, ale tylko jedna z nich wyjechała z pucharem.
Świątek kończy sezon bez WTA Finals, chyba że zostanie rezerwową. Chwalińska kończy go jako jedenasta tenisistka świata, finalistka Roland Garros i mistrzyni WTA 1000. W październiku 2024 roku wygrała w meksykańskiej Méridzie swój pierwszy mecz WTA na twardym korcie. Dwa lata później na twardym korcie w Wuhanie zakryła twarz dłońmi i upadła. Przez lata jej karierę opisywały liczby, które nie pomagały: 1,65 m wzrostu, 128. miejsce jako szczyt możliwości, brak pieniędzy na hotel w Melbourne. W Wuhanie liczyła się tylko jedna: trzecia piłka mistrzowska.
Źródła (27)
- Chwalinska's breakout season reaches new heights with a WTA 1000 title in Wuhan - WTA, 18.10.2026
- Chwalinska beats Swiatek in all-Polish semifinal to reach Wuhan final - WTA, 17.10.2026
- Chwalinska vs. Kartal: Everything to know about the Wuhan final - WTA, 17.10.2026
- Wuhan Open: Sonay Kartal beaten by Maja Chwalinska in first career WTA 1000 final - ESPN, 18.10.2026
- Maja Chwalinska and Sonay Kartal ranking points and prize money after Wuhan Open final - Tennis365, 18.10.2026
- Maja Chwalinska and Sonay Kartal both withdraw from their next events after the Wuhan Open final - Yahoo Sports, 19.10.2026
- Chwalińska mistrzynią w Wuhan! Spektakularny powrót Polki - WP SportoweFakty, 18.10.2026
- Wpis Chwalińskiej po finale robi furorę - WP SportoweFakty, 18.10.2026
- Maja Chwalińska - Sonay Kartal: relacja live z finału WTA 1000 w Wuhanie - Eurosport, 18.10.2026
- Chwalińska mistrzynią WTA 1000 Wuhan! Wspaniały powrót w finale z Kartal - Interia, 18.10.2026
- Maja Chwalińska skomentowała zwycięstwo z Igą Świątek w półfinale Wuhan Open - Eurosport, 17.10.2026
- Iga Świątek walczyła z bólem w półfinale w Wuhanie. Dlaczego nie przerwała meczu? - Eurosport, 18.10.2026
- Dlaczego Świątek nie przerwała meczu z Chwalińską? „Trzy razy mówiłem” - Polskie Radio 24, 18.10.2026
- Fizjoterapeuta Świątek wyjaśnił, dlaczego nie wycofała się z meczu w Wuhan - Sport1.pl, 18.10.2026
- “I told her three times to stop”: Iga Swiatek's physio responds to backlash over Wuhan injury scenes - Tennis Uptodate, 19.10.2026
- Iga Świątek wycofała się z turnieju w Ningbo. Polka ma kontuzję uda - Polskie Radio 24, 20.10.2026
- Fatalne wieści dla Świątek! To już pewne - Polsat Sport, 20.10.2026
- Iga Świątek straciła szansę na WTA Finals - RMF24, 20.10.2026
- Nowy ranking WTA. Które miejsca zajmują Iga Świątek i Maja Chwalińska? - Polsat Sport, 19.10.2026
- Historyczny awans Mai Chwalińskiej. Jest trzecią najwyżej notowaną Polką w historii - RMF24, 19.10.2026
- Maja Chwalińska o walce z depresją: Byłam wtedy jak martwa - Super Express, 04.06.2026
- Maja Chwalińska szczerze o swoich problemach - party.pl, 09.06.2026
- Maja Chwalińska - Wikipedia
- 2026 French Open - Women's singles - Wikipedia
- Maja Chwalinska - profil zawodniczki - Roland-Garros, dostęp 20.10.2026
- 2026 Wimbledon Championships - Women's singles - Wikipedia
- Optics Valley International Tennis Center - Wikipedia




