Na scenie stały Julia Matczak i Wiktoria Zjawiony, dwie wokalistki z drużyny Michała Szpaka. Chwilę wcześniej skończyły „Bitwę”, a pozostali trenerzy wytknęli im braki. Szpak mógł do tej listy dopisać własne uwagi, bo tak w „The Voice of Poland” zwykle wygląda rola trenera, który ocenia swoich ludzi. Zamiast tego zaczął przepraszać.
„Ja się biję w pierś po prostu, jako trener, że może tym razem - w ciągu tych siedmiu edycji - po prostu najzwyczajniej w świecie ja też sobie nie poradziłem z tą sytuacją” - powiedział.
W programie, w którym trenerzy zawodowo oceniają innych, takie zdanie brzmi nietypowo. Przypomina też, jak długo Szpak siedzi w czerwonym fotelu. Siedem edycji to w telewizji rozrywkowej cała epoka, a on przez ten czas zbudował wizerunek trenera, który prowadzi uczestników pewną ręką. Tym razem sam przyznał, że ta ręka zadrżała.
Odcinek był zresztą pierwszym po przerwie w emisji. TVP2 zdjęła program z anteny na czas Eurowizji Junior, w której wystąpił Wiktor Sas. Show wróciło więc z historią, w której w centrum nie stanęła uczestniczka, tylko trener.
Duet, który się nie skleił
„Bitwa” to etap, na którym trener zestawia dwoje swoich uczestników w duecie i daje im jedną piosenkę. Od jego decyzji zależy więc sporo. Liczy się to, czy głosy do siebie pasują i czy utwór pozwoli obu osobom pokazać się z dobrej strony. Trzeba też uniknąć pojedynku, w którym jedna strona od początku jest skazana na porażkę. To trochę jak z obsadzaniem ról w teatrze: dobry reżyser wie, że nawet świetni aktorzy mogą razem nie zagrać.
Szpak dał Matczak i Zjawiony „II Most Wanted”, utwór, który Beyoncé nagrała z Miley Cyrus. To piosenka dwóch bardzo różnych wokalnych osobowości i właśnie w tym tkwiło ryzyko. Duet musi tu brzmieć jak rozmowa, a nie jak dwa osobne występy, które przypadkiem odbywają się na jednej scenie.
Pierwsi głos zabrali Kuba Badach oraz Baron i Tomson. Mówili podobnie: dziewczyny nie zaśpiewały na jednakowym poziomie, a ich interpretacji zabrakło spójności. W „Bitwie” taki zarzut waży szczególnie dużo. Słabszy dzień jednej wokalistki da się wybaczyć, ale kiedy rozjeżdża się cały duet, trudno zrzucić to tylko na wykonawczynie. Prędzej czy później ktoś zapyta, kto je ze sobą zestawił.


Szpak nie czekał, aż ktoś to zrobi. Przyznał, że występ wywołał w nim sporo emocji i że liczył na znacznie więcej. „Trudne to jest bardzo, dlatego że właśnie przez tę całą sytuację […] moje oczekiwania względem tego, co ma się wydarzyć dzisiaj, były naprawdę największe ze wszystkich” - mówił. Potem zwrócił się bezpośrednio do Julii i Wiktorii. Powiedział, że to jego decyzje mogły przyczynić się do kłopotów: zarówno zestawienie ich w parze, jak i wybór wymagającego utworu. Nie szukał winy po stronie uczestniczek, tylko wziął odpowiedzialność za przebieg „Bitwy” na siebie.
Trener po dobrym roku
Ta samokrytyka znaczy tym więcej, że Szpak przychodzi do tej edycji po udanym sezonie. W 16. edycji „The Voice of Poland” doprowadził do finału Hannę Kuzimowicz, 20-letnią wokalistkę ze Wschowy. Na „Przesłuchaniach w ciemno” zaśpiewała „Clown” Emeli Sandé, odwróciła wszystkie fotele i wybrała jego drużynę. W finale zajęła drugie miejsce. Wygrał Jan Piwowarczyk z drużyny Margaret, a o werdykcie zdecydowali wyłącznie widzowie.
Szpak mówił wtedy o porażce swojej podopiecznej bez cienia goryczy. „Jestem bardzo dumny z Hanki. Oczywiście, bardzo mocno gratuluję Jaśkowi. Zasłużył na wygraną, ale Hanka nie odstępowała go na krok” - powiedział w rozmowie z Plejadą. Dodał też zdanie, które dobrze oddaje jego trenerską filozofię: na etapie ścisłego finału „nie ma znaczenia, kto wygrywa, bo każdy z nich jest wygrany”.
Kto tak myśli o finale, ten mierzy sukces trenera nie trofeum, tylko tym, czy uczestnik dostał szansę pokazać, co potrafi. Dlatego ostatni odcinek musiał go zaboleć. Matczak i Zjawiony takiej szansy, jego zdaniem, w „Bitwie” nie dostały, a on sam był tego współautorem.
Kostium i warsztat
W tym programie Szpak kojarzy się głównie z tym, co widać: z ekstrawaganckimi stylizacjami, które co tydzień komentują widzowie i media. W finale poprzedniej edycji pojawił się w białym zestawie z długim trenem i kapeluszem z piórami. Pytany, skąd biorą się pomysły, odpowiadał wymijająco: „Nie mogę zdradzać, skąd są pomysły, ale przygotowujemy je dość skrzętnie i długo”.
Najnowszy odcinek pokazał mniej efektowną stronę jego pracy. Kostium można szykować tygodniami, przymierzać i poprawiać, aż wszystko będzie leżało idealnie. Decyzji o tym, kto z kim zaśpiewa, nie da się jednak dopracować na wieszaku. Wychodzi na jaw dopiero na scenie, w ciągu kilku minut, na oczach widzów i trzech innych trenerów, i wtedy nie ma już czego poprawić. Tym razem ta decyzja się nie sprawdziła. Pozostali trenerzy mówili o nierównym śpiewie i braku spójności, a Szpak jako jedyny powiedział głośno, skąd te kłopoty się wzięły.
W telewizyjnym show, gdzie pewność siebie jest częścią kostiumu, przyznanie się do błędu wymaga odwagi innego rodzaju niż kapelusz z piórami. Uczestniczkom ten gest niczego jednak nie gwarantuje, bo dalszy los duetu nie zależy już od słów trenera.
O tym, czy Julia Matczak i Wiktoria Zjawiony zostaną w programie, widzowie dowiedzą się w sobotę. Werdykt zapadnie nad występem, za który Szpak zdążył już przeprosić.
Wpis z pasa „W ruchu”, 1 listopada 2026. Na zdjęciu: Michał Szpak na próbie przed polskimi preselekcjami do Eurowizji 2016.
Źródła (5)
- the voice of poland - Zaskakujące sceny w „The Voice of Poland”. Michał Szpak zaczął przepraszać - Google Trends PL, 31 października 2026
- Michał Szpak wprost o werdykcie „The Voice of Poland”. Tak mówi o zwycięzcy - plejada.pl
- Jego podopieczna prawie wygrała „The Voice of Poland”. Szpak komentuje werdykt - rmf.fm
- Hanna Kuzimowicz - kim jest finalistka „The Voice of Poland”? To ona zachwyciła Michała Szpaka - eska.pl
- Zdjęcie - Fot. Serecki / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0



