4 listopada watykańska Dykasteria ds. Komunikacji opublikowała zdjęcia z prywatnej audiencji. Po jednej stronie stoi Leon XIV w białej sutannie i ciepło się uśmiecha. Po drugiej 85-letni Bob Dylan, cały na czarno: obszerny płaszcz, rękawiczki, krawat w grochy i bluza z kapturem naciągniętym na głowę. Kaptur trzyma się chyba na czarnej czapce z daszkiem. Na innym ujęciu Dylan, z jedną rękawiczką zdjętą, podpisuje papieżowi książkę.
Vatican News ograniczył się do jednego zdania: „Papież Leon XIV spotkał się z amerykańskim piosenkarzem i autorem piosenek Bobem Dylanem na prywatnej audiencji w środę 4 listopada”. Resztę dopisała sieć. Dylana porównywano do komornika, Imperatora Palpatine'a i Śmierci z kosą. „Co za zaszczyt dla papieża” - kpił ktoś na Reddicie. Inny komentarz brzmiał: „Kiedy mama każe ci pozować do zdjęcia z kuzynem gotem na Święto Dziękczynienia”.
Kto zna Dylana, ten się nie zdziwił. Ten noblista od zawsze uchodzi za człowieka skrytego, który nie znosi celebry i robi swoje. Kaptur w Pałacu Apostolskim nie był więc zuchwalstwem, tylko konsekwencją. Nie była to zresztą bluza z bazaru, bo „Esquire” ustalił, że to model francuskiej marki Fursac zaprojektowany przez Gauthiera Borsarella. Do kompletu Dylan miał nieco wysłużony parasol z czerwoną rączką.
Ten strój przyciągnął całą uwagę, choć dużo więcej mówi coś, czego na zdjęciach nie widać. Gospodarz tej audiencji czytał Dylana uważniej niż większość jego fanów.
Różaniec za wspomnienia
Watykan opisał spotkanie jako „krótkie, złożone z powitań i kilku żartobliwych wymian zdań”. Papież dał gościowi różaniec, a Dylan podarował mu „Kroniki. Tom pierwszy”, swoją autobiografię z 2004 roku. Prezent w postaci własnej książki mógłby uchodzić za zarozumialstwo. Tyle że Leon XIV, pierwszy Amerykanin na tronie Piotrowym, już wcześniej sięgnął po słowa Dylana i to w miejscu, w którym mało kto by się ich spodziewał.
W przedmowie do wydanej w tym roku antologii swoich przemówień „Rozbrojony i rozbrajający: pokój jest darem” papież zacytował Dylana. Nie wybrał „Blowin' in the Wind” ani żadnego innego przeboju. Wybrał „Go Away You Bomb”, tekst z 1963 roku napisany do niewydanego tomu antynuklearnej poezji. Piosenki nigdy oficjalnie nie nagrano, a odnalazła się dopiero w 2013 roku. Młody Dylan zwraca się w niej bezpośrednio do bomby atomowej, a papież przytoczył wers: „Nienawidzę cię, boś przez człowieka zrobiona, przez człowieka posiadana i przez człowieka poniewierana”.


Ten wybór mówi o papieżu sporo. „Blowin' in the Wind” zna każdy, kto choć raz włączył radio. Żeby dotrzeć do „Go Away You Bomb”, trzeba przekopać się przez archiwa i wiedzieć, czego się w nich szuka.
Żyd, ewangelik, gość papieży
Z religią Dylan ma relację, której nie da się streścić jednym słowem. Wychował się w rodzinie żydowskiej, a w 1978 roku przeszedł na ewangelikalne chrześcijaństwo. Nagrał serię płyt chrześcijańskich, na koncertach śpiewał pieśni religijne i zdumiał tym zarówno fanów, jak i muzyków ze swojego pokolenia. Z czasem ten żar przygasł. „Pitchfork” złośliwie zauważa, że w późniejszych latach Dylan wyrażał zgodę z Bogiem głównie w niedorzecznych piosenkach bożonarodzeniowych.
Z papiestwem zetknął się już wcześniej. We wrześniu 1997 roku zagrał w Bolonii na Kongresie Eucharystycznym dla Jana Pawła II. Polski papież nawiązał wtedy do „Blowin' in the Wind” i stwierdził, że odpowiedzią jest Jezus Chrystus. Dał więc piosence własną odpowiedź na pytania, które Dylan zostawił otwarte. Dziś role się odwróciły. Leon XIV niczego w tekstach Dylana nie poprawia, tylko je cytuje i to na poparcie własnego przesłania.
Kapłanka rocka
Dylan nie jest zresztą pierwszym takim gościem Leona XIV. Latem papież przez czterdzieści minut rozmawiał z Patti Smith, która tak jak on pochodzi z Chicago. Ona też przyszła na czarno, choć w marynarce narzuconej na bluzę na zamek. Towarzyszył jej przyjaciel ks. Antonio Spadaro, podsekretarz watykańskiej Dykasterii ds. Kultury i Edukacji. Opowiadał potem, że Smith w pierwszej chwili niemal odjęło mowę, ale szybko złapali kontakt. „Kiedy te drzwi się otworzyły, coś się wydarzyło” - napisał na X. Nazwał ją „kapłanką rocka”, a o obojgu napisał, że ich głosy „mówią o nadziei podzielonemu światu”.
Dwie audiencje w ciągu kilku miesięcy, obie dla ikon amerykańskiej kontrkultury, trudno uznać za przypadek w kalendarzu protokołu. Papież przyjmuje artystów, którzy przez dekady śpiewali o wojnie i pokoju, czyli o tym, czym on sam zajmuje się dziś w swoich przemówieniach. Antologia, w której zacytował Dylana, nosi w tytule słowo „rozbrojony”.
Do Watykanu Dylan trafił przy okazji trasy „Rough And Rowdy Ways Tour”, której włoską część w tym tygodniu otworzył koncertem w Mediolanie. 5 listopada gra w rzymskim Palazzo dello Sport. Na tej trasie i on sam sięga głęboko do swoich zbiorów. Wcześniej w tym roku w Eugene w Oregonie po raz pierwszy od 18 lat zagrał „I Shall Be Released”, a pod Seattle przypomniał „You Ain't Goin' Nowhere”, którego nie śpiewał od 2012 roku. Archiwum Dylana przegląda więc dziś nie tylko jego czytelnik w Watykanie.
6 listopada Columbia Records i Legacy Recordings wydają „The Rolling Thunder Revue: The 1976 Live Recordings”, pudło z 39 płytami CD, które w całości dokumentuje trasę z 1976 roku. Pod koniec miesiąca Dylan jedzie do Wielkiej Brytanii: 25 listopada zaczyna w Bournemouth, a między 3 a 8 grudnia da pięć koncertów w londyńskiej Royal Festival Hall. Kaptur zapewne zostanie na swoim miejscu.
Wpis z pasa „W ruchu”, 5 listopada 2026. Na zdjęciu: Bob Dylan podczas pierwszego koncertu w Milwaukee.
Źródła (5)
- Bob Dylan, Wearing Hoodie, Meets Pope - Pitchfork, 4 listopada 2026
- Bob Dylan meets Pope Leo XIV at Vatican (while wearing a hoodie) - nme.com
- Bob Dylan meets Pope Leo while wearing a hoodie - pastemagazine.com
- Bob Dylan's Outfit for Meeting the Pope Is Worth a Closer Look - esquire.com
- Zdjęcie - Fot. Hwn2013 / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0



