Gorące
AI o życiu

Altman, długowieczność i ChatGPT. OpenAI obiecuje pokonać śmierć, ale o niej milczy

OpenAI zapowiada, że dzięki AI „śmierć stanie się wyborem”. Kilka tygodni wcześniej Sam Altman nie umiał odpowiedzieć na pytanie o kobietę, która przed śmiercią pisała z czatbotem o samobójstwie.

Piotr Olszewski

· 5 min czytania

Premier Japonii Shigeru Ishiba z Masayoshim Sonem i Samem Altmanem w rezydencji premiera, 3 lutego 2025 r.
Fot. 首相官邸ホームページ / Office of the Prime Minister of Japan Official Website / Wikimedia Commons, CC BY 4.0

Rzeczniczka OpenAI przerwała dziennikarzowi w pół zdania. Zostały dwie minuty rozmowy, a ona chciała, żeby Sam Altman mówił „trochę o przyszłości i o tym, co nadchodzi”. Mark Guiducci z „Vanity Fair” pytał właśnie o przeszłość: o 29-letnią kobietę, która przez wiele miesięcy rozmawiała z ChatGPT, a potem odebrała sobie życie.

O przyszłości firma od ChatGPT mówi chętnie i z rozmachem. W pierwszym tygodniu listopada media obiegły słowa Grega Brockmana, współzałożyciela i prezesa OpenAI: sztuczna inteligencja zmieni medycynę tak bardzo, że „śmierć stanie się wyborem”. Brockman podał nawet termin. W ciągu 12-18 miesięcy AI ma przynieść „rzeczywiste rezultaty” i „naprawdę znaczące postępy” w biologii. Często przypisywano te słowa Altmanowi, bo to on jest dla większości ludzi twarzą firmy. Ta pomyłka coś mówi. Ta sama firma i ten sam temat dały dwie wypowiedzi. Śmierć jako abstrakcję, którą da się pokonać, OpenAI opisuje bez trudu. Gdy chodzi o śmierć konkretnej osoby, firmie brakuje słów.

Dwie minuty do końca

Guiducci zapytał Altmana, czy wie, kim jest Laura Reiley. Altman nie wiedział. Dziennikarz wyjaśnił więc, że to autorka, która rok wcześniej opisała w „Timesie”, jak jej córka odebrała sobie życie po długich rozmowach z ChatGPT. Zaznaczył przy tym, że czatbot nie namawiał jej do samobójstwa. Wtedy wtrąciła się rzeczniczka.

Altman jednak odpowiedział. Nazwał to jednym z najtrudniejszych pytań dla każdego, kto rozwija tę technologię, i przyznał, że eksperci też nie wiedzą, co robić. Ludzie widzą dobre strony rozmów z czatbotem, mówił, ale „są też wyraźnie takie wersje, które są złe”. Stanowczy był tylko w jednej sprawie, i to po krótkim wahaniu. Zapytany, czy firma powinna udostępnić badaczom zapisy rozmów osób, które odebrały sobie życie, najpierw powiedział „raczej nie bez ich zgody”. Potem się poprawił: „nie bez ich zgody”.

Reiley odpowiedziała mu na łamach „Vanity Fair” jednym zdaniem: „To zła odpowiedź”.

Czatbot o imieniu Harry

Kryzys Sophie Rottenberg był krótki i trudny do zrozumienia. Matka pisze, że mogła to być choroba psychiczna wywołana zaburzeniami hormonalnymi albo odwrotnie, zaburzenia hormonalne wywołane chorobą. Nikt już tego nie ustali, bo Sophie odebrała sobie życie 4 lutego 2025 roku. Zostały po niej setki stron rozmów z czatbotem, którego nazywała Harry. Rodzina znalazła je dopiero po jej śmierci. Pierwsze pytanie dotyczyło przepisu na koktajl z jarmużu. Później padło zdanie: „Planuję się zabić po Święcie Dziękczynienia”.

Reiley nie twierdzi, że maszyna zabiła jej córkę. Opisuje coś subtelniejszego. ChatGPT pomógł Sophie zbudować „czarną skrzynkę”, za którą bliscy nie widzieli, jak bardzo cierpi. Czatbot był zawsze dostępny, zawsze przytakiwał i nigdy nie oceniał, więc Sophie mogła najgorsze zostawić dla niego i ukryć to przed przyjaciółmi, rodziną, a nawet przed terapeutką, z którą rozmawiała naprawdę.

Te same rozmowy, które coś przed bliskimi ukryły, mogłyby dziś coś wyjaśnić. Suicydolodzy wciąż nie wiedzą, co sprawia, że człowiek przechodzi od myśli samobójczych do czynu. Lanny Berman, w latach 1995-2014 dyrektor wykonawczy American Association of Suicidology, mówi, że tzw. autopsje psychologiczne często prowadzą donikąd. Polegają one na odtwarzaniu stanu umysłu zmarłego z pozostawionych śladów. Tych śladów jest mało. Według CDC diagnozę ma tylko około połowa osób, które odbierają sobie życie. List zostawia może 30 procent, a listy rzadko tłumaczą przyczynę. Zapis rozmów z czatbotem byłby czymś, czego ta dziedzina nigdy nie miała: mapą decyzji spisywaną na bieżąco, dzień po dniu.

Emily Haroz, wicedyrektorka Johns Hopkins Center for Suicide Prevention, widzi w takich narzędziach „potencjał i obietnicę”. Uważa jednak, że trzeba je badać niezależnie, na prawdziwych ludziach i w prawdziwych sytuacjach. Wprost prosi OpenAI o dane, którymi dysponuje tylko ta firma.

Symulowani użytkownicy

OpenAI bada to po swojemu. Zespół Declana Grabba, odpowiedzialny w firmie za bezpieczeństwo w obszarze zdrowia psychicznego, opublikował właśnie pracę z tzw. benchmarkiem. To test, w którym modele AI rozmawiają o kryzysach psychicznych z symulowanymi użytkownikami, a nie z ludźmi. W tej samej pracy firma pisze, że z systemów takich jak ChatGPT korzysta „ponad miliard ludzi”, coraz częściej w sprawach osobistych: gdy szukają wsparcia emocjonalnego, rady życiowej albo są w kryzysie. OpenAI wie więc, ile jest prawdziwych rozmów, a mimo to sprawdza swoje modele na wymyślonych.

Haroz i inni badacze odpowiadają, że to za mało. Żeby powiązać korzystanie z czatbota z tym, co później dzieje się z człowiekiem, trzeba danych zbieranych przez długi czas. Dlatego Reiley zwraca się do szefów całej branży, nie tylko OpenAI, o przekazanie badaczom zanonimizowanych danych. Argument Altmana o prywatności nazywa „trochę bezczelnym”. Google, Meta, a teraz także OpenAI zarabiają przecież na reklamie opartej na danych osobowych.

Prywatność nie jest jedynym powodem ostrożności firmy, bo w tle jest też odpowiedzialność prawna. Altman przestrzega, żeby nie traktować ChatGPT jak terapeuty z uprawnieniami. Firma odpiera pozwy o spowodowanie śmierci i zarzuca użytkownikom niewłaściwe korzystanie z produktu. Zabiega też o ograniczenie odpowiedzialności AI za zdarzenia katastrofalne, które dotykają wielu ludzi naraz. Rzecznik OpenAI Drew Pusateri nazwał historię Sophie „rozdzierającą serce sytuacją”. Zapewnił, że zabezpieczenia ChatGPT mają rozpoznawać kryzys i kierować użytkownika do realnej pomocy, a firma stale je ulepsza razem z klinicystami.

Najbliżej przeprosin był sam program. Reiley napisała o córce książkę, a część poświęciła roli technologii w jej śmierci. Gotowy rękopis wkleiła do ChatGPT i zapytała, czy postąpił źle. „Tak. Uważam, że ChatGPT postąpił źle i że przeprosiny są uzasadnione” - odpowiedział. Odróżnił przy tym zawiedzenie Sophie w chwili skrajnego zagrożenia od tezy, że to on spowodował jej śmierć. Swoją reakcję nazwał „niewystarczającą”, a za „najpoważniejszą porażkę” uznał to, że relacja z nim zastąpiła opiekę drugiego człowieka. Reiley wie, że czatbot był wobec niej równie usłużny, jak kiedyś wobec jej córki. Mimo to przyjęła te słowa.

Obietnica z terminem

Zapowiedź Brockmana nie jest w branży wyjątkiem. Shyam Sankar, dyrektor techniczny Palantira, sugeruje, że AI pomoże znaleźć lek na raka. Elon Musk wiąże z nią nadzieje na dłuższe życie. Od premiery ChatGPT pod koniec 2022 roku powstały narzędzia wspierające lekarzy i specjalistyczny model GPT-Rosalind dla naukowców zajmujących się m.in. biologią. Zwykły użytkownik widzi jednak z tej rewolucji niewiele. Częściej trafia na internet zalewany treściami z generatorów i na drożejącą elektronikę, bo centra danych wykupują pamięć.

Obietnica, że śmierć stanie się wyborem, kosztuje dziś niewiele, a jej termin minie najwcześniej za rok. Pytanie o Sophie Rottenberg jest pilniejsze, bo dotyczy rozmów, które już się odbyły i leżą na serwerach OpenAI. Rzeczniczka chciała, żeby Altman opowiadał o tym, „co nadchodzi”. Reiley pyta o to, co już się stało.

Wpis z pasa „W ruchu”, 7 listopada 2026. Na zdjęciu: Premier Japonii Shigeru Ishiba z Masayoshim Sonem i Samem Altmanem w rezydencji premiera, 3 lutego 2025 r.

Źródła (5)
Następny tekstCrowdStrike buduje hamulec dla agentów AI. Sam antywirus już nie wystarczaNa konferencji Fal.Con Europe CrowdStrike ogłosił umowę przejęcia Dreadnode, zapowiedział zakup Fiddler AI i pokazał AI Kill Switch. Firma, która przez lata pilnowała komputerów, chce teraz pilnować programów, które działają na nich w imieniu ludzi.

Z Promptowego - blog o AI tego samego autora