Nr 1 · 13 października 2026 RSS
Kultura

Jesień dwóch Lalek. Prus zapełnił kina, a kino znów stało się wydarzeniem

W dziewięć dni milion widzów, w drugi weekend spadek tylko o 8 procent. Filmowa „Lalka" Macieja Kawalskiego ma już ok. 1,34 mln widzów, a dwa tygodnie wcześniej Netflix pokazał swoją, zupełnie inną wersję. Przewodnik po tygodniu, w którym kino znów jest tematem przy stole.

Piotr Olszewski

13 października 2026 · 8 min czytania

Ilustracja: Dygot

W środę 30 września do kin weszła powieść, którą większość Polaków zna z listy lektur i z obowiązku. Pięć dni później okazało się, że obejrzało ją 622 tysiące osób. Kolejne cztery dni i licznik przekroczył milion. To nie jest zwykły sukces frekwencyjny. To sytuacja, w której ponad połowa wszystkich biletów sprzedanych w polskich kinach w pierwszy weekend - jak mówił w rozmowie z TVN24 reżyser Maciej Kawalski - była biletami na „Lalkę".

Tydzień 13-19 października to dobry moment, żeby się zatrzymać i policzyć. Bo ta jesień nie składa się z jednego filmu. Najpierw Netflix wypuścił serialową „Lalkę" Pawła Maślony, która trafiła do światowego Top 10 platformy. Potem kinowa wersja Kawalskiego zrobiła najlepsze otwarcie polskiego filmu od czasu pandemii. W tle trwa 42. Warszawski Międzynarodowy Festiwal Filmowy, który kończy się w niedzielę 18 października, a w piątek 16 października do kin wchodzi kilka tytułów, o których warto wiedzieć. Prus jest tu klamrą, ale temat jest szerszy: kino znowu stało się wydarzeniem, na które się idzie, a nie tylko czymś, co kiedyś trafi na platformę.

Marcin Dorociński i Kamila Urzędowska, czyli Wokulski i Izabela w „Lalce” Macieja Kawalskiego
Marcin Dorociński i Kamila Urzędowska, czyli Wokulski i Izabela w „Lalce” Macieja Kawalskiego Kadr: materiały prasowe dystrybutora (Kino Świat) / Filmweb

Milion w dziewięć dni

Liczby najpierw, bo to one robią tę historię. Według Box Office Raport w pierwszy weekend (piątek-niedziela) „Lalkę" obejrzało 387 514 widzów, a razem ze środową premierą i czwartkiem - 621 969. Serwis Box Office'owy Zawrót Głowy podaje dla samego weekendu minimalnie inną liczbę, 386 514. Dane KinoMetrics, na które powoływały się inne media, były jeszcze inne (ok. 540 tys. za weekend), bo to szacunki liczone inną metodą. Rozbieżności są w polskim box office typowe, ale kierunek jest jeden.

Milion widzów dystrybutor, Kino Świat, ogłosił 9 października. Tego samego dnia film wszedł do kin w Irlandii. A w drugi weekend stało się coś, co w kinie zdarza się rzadko: frekwencja spadła tylko o 8 procent, do 357 779 widzów. Wielkie premiery zwykle tracą w drugim tygodniu dużą część publiczności. „Lalka" prawie nic nie straciła.

Grafika, którą 9 października ogłoszono milion widzów w kinach
Grafika, którą 9 października ogłoszono milion widzów w kinach Źródło: biuro prasowe Warner Bros. Discovery Polska
622 tys.widzów w pierwszych pięciu dniach
-8%spadek frekwencji w drugi weekend
ok. 1,34 mlnwidzów łącznie po 11 października
ponad 63 mln złbudżet według większości mediów

Box Office Raport wylicza, że po drugim weekendzie „Lalka" jest czwartą najchętniej oglądaną premierą 2026 roku w Polsce. Wyżej są tylko trzy hollywoodzkie tytuły:

Film Widzowie (premiery 2026)
Spider-Man: Całkiem nowy dzień 2 605 000
Odyseja 1 825 000
Minionki i straszydła 1 665 000
Lalka ok. 1 345 000
Toy Story 5 1 292 767

Jest też rekord, którego „Lalka" nie pobiła: „Kler" Wojciecha Smarzowskiego w 2018 roku zebrał w weekend otwarcia 935 357 widzów. Elle zwraca uwagę na prostą przyczynę - film Kawalskiego trwa około 2 godzin i 45 minut, więc kina mieszczą w ciągu dnia mniej seansów. To, że i tak się zapełniają, mówi więcej niż sam wynik.

Plakat filmu: Marek Kondrat, Marcin Dorociński i Kamila Urzędowska, w tle Warszawa
Plakat filmu: Marek Kondrat, Marcin Dorociński i Kamila Urzędowska, w tle Warszawa Plakat: Kino Świat

Dlaczego akurat Prus

Kawalski w rozmowie z TVN24 opowiadał, że dostaje wiadomości od widzów, którzy poszli do kina pierwszy raz od dziesięciu lat. To anegdota, nie statystyka, ale dobrze pasuje do obrazu. „Lalka" to tytuł, który zna każdy, kto skończył polską szkołę, a jednocześnie mało kto pamięta szczegóły. Sam reżyser w komunikacie dystrybutora mówił o filmie, na który mogą pójść razem nastolatki, rodzice i dziadkowie - i każde pokolenie coś z niego wyniesie.

Szkoły już rezerwują seanse, a prognozy przytaczane w mediach mówią nawet o ok. 3 mln widzów na koniec kinowego życia filmu. To na razie prognoza, nie fakt. Ale przy spadku o 8 procent w drugi weekend nikt jej nie wyśmiewa.

Warto też zauważyć, czym ten film nie jest. To nie komedia romantyczna na walentynki ani nie ekranizacja bestsellera dla nastolatków, czyli gatunki, które zwykle robią w Polsce frekwencyjne cuda. To prawie trzygodzinny kostiumowy dramat według XIX-wiecznej powieści. Jeśli coś takiego wyciąga ludzi z domów, to znaczy, że publiczność głodna jest wspólnego przeżycia bardziej, niż zakładały wszystkie raporty o śmierci kina.

Co mówią krytycy

Tu obraz jest mniej jednoznaczny niż w kasie i dobrze, bo to uczciwszy obraz. Recenzje układają się wokół kilku wspólnych punktów:

Wspólny mianownik: rozmach, kostiumy i scenografia - zgodnie na plus. Wierność Prusowi - na plus dla jednych, na minus dla drugich. Zacharczuk ujmuje to porównaniem: serial Netfliksa łamie konwenanse, a wersja kinowa grzecznie zajmuje miejsce, które wskazał jej autor powieści.

„Lalka” Kawalskiego: warszawska ulica końca XIX wieku
„Lalka” Kawalskiego: warszawska ulica końca XIX wieku Kadr: materiały prasowe dystrybutora / Filmweb
„Lalka” Kawalskiego: zimowa scena z lekturą
„Lalka” Kawalskiego: zimowa scena z lekturą Kadr: materiały prasowe dystrybutora / Filmweb
„Lalka” Kawalskiego: spotkanie w parku
„Lalka” Kawalskiego: spotkanie w parku Kadr: materiały prasowe dystrybutora / Filmweb

Druga Lalka, ta z Netfliksa

I tu dochodzimy do tego, co czyni tę jesień wyjątkową. 16 września, dwa tygodnie przed premierą kinową, Netflix pokazał sześcioodcinkową „Lalkę" w reżyserii Pawła Maślony (scenariusz: Paweł Demirski, Jagoda Dutkiewicz i Maślona), z Tomaszem Schuchardtem jako Wokulskim i Sandrą Drzymalską jako Izabelą. To zupełnie inna wizja: ironia, groteska, humor i dopisane wątki śledztwa oraz rodzinnych tajemnic.

Serial trafił do światowego Top 10 Netfliksa. Według Elle debiutował na 8. miejscu, a po pierwszym weekendzie był szósty i obecny w Top 10 w 62 krajach. Serialowa.pl policzyła 2,5 mln wyświetleń w pierwszym tygodniu - trzecie miejsce na liście nieanglojęzycznej, ex aequo z „Physical 100: Mexico". To dobry wynik, choć - jak zauważa ten sam serwis - słabszy niż u największych polskich hitów platformy, np. „Wielkiej wody" (10 mln w 12 dni) czy „Forsta" (4,8 mln).

Za granicą serial przyjęto ciepło. The New York Times zastanawiał się, czy polska produkcja może stać się kolejnym światowym hitem kostiumowym na miarę „Bridgertonów", a Decider w rubryce „Stream It Or Skip It" polecił go do obejrzenia, chwaląc Drzymalską. W Polsce głosy są podzielone: naEKRANIE dało 8/10 za odwagę i pomysł, CD-Action uznało, że ryzyko czasem się opłaca, a czasem nie.

Serial „Lalka” Pawła Maślony (Netflix, od 16.09)
Serial „Lalka” Pawła Maślony (Netflix, od 16.09) Kadr: Netflix / Filmweb
Serial „Lalka” Pawła Maślony (Netflix, od 16.09)
Serial „Lalka” Pawła Maślony (Netflix, od 16.09) Kadr: Netflix / Filmweb
Serial „Lalka” Pawła Maślony (Netflix, od 16.09)
Serial „Lalka” Pawła Maślony (Netflix, od 16.09) Kadr: Netflix / Filmweb

Polska jesień 2026 dostała dwie Lalki i obie, każda na swój sposób, wygrały.

To właściwie najciekawsza lekcja tego sezonu. Dwie adaptacje tego samego tekstu, w odstępie dwóch tygodni, nie zjadły się nawzajem. Jedna poszła w eksperyment i świat, druga w klasykę i salę kinową. Widzowie, sądząc po liczbach, chcieli obu. A dyskusja „która lepsza" tylko napędzała ciekawość - trudno o lepszą reklamę niż spór, który toczy się w każdym domu z kimś, kto czytał lekturę.

Warszawa do niedzieli

Równolegle trwa 42. Warszawski Międzynarodowy Festiwal Filmowy - od 9 do 18 października. W programie jest 190 filmów (132 pełnometrażowe i 58 krótkich), z czego 102 to premiery światowe, międzynarodowe lub regionalne. Festiwal otworzył „Debiut" Jessego Eisenberga, a w programie są m.in. „Papierowy tygrys" Jamesa Graya z Adamem Driverem i Scarlett Johansson oraz światowa premiera „Wyznania" Václava Marhoula, reżysera „Malowanego ptaka". Seanse odbywają się m.in. w Kinotece, Atlanticu, Lunie i Iluzjonie, a od 12 do 16 października trwają branżowe Warsaw Industry Days.

Wejście do Kinoteki w Pałacu Kultury i Nauki, jednego z kin festiwalowych WFF
Wejście do Kinoteki w Pałacu Kultury i Nauki, jednego z kin festiwalowych WFF Fot. Basia Łabaj / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0

Jest też most między festiwalem a zwykłym repertuarem. „Czas, który nie nadszedł" Julii Rogowskiej, pokazywany w warszawskim Konkursie 1-2, wchodzi do kin w piątek 16 października. To debiut fabularny reżyserki i rzadkie w polskim kinie science fiction: świat, w którym starzenie się stało się tabu, a bohaterka grana przez Agatę Kuleszę odmawia kuracji odmładzającej. Anita Piotrowska w Tygodniku Powszechnym uważa rolę Kuleszy za największą siłę filmu, choć zarzuca mu skromność środków i uproszczoną psychologię. Według Kina Pod Baranami w Gdyni film dostał Złotego Klakiera, nagrodę za najdłuższe oklaski publiczności.

Co jeszcze warto w tym tygodniu

Premiery kinowe w piątek 16 października (według zestawień repertuarowych):

Dalej w kalendarzu:

Jeśli w tym tygodniu jest czas na jeden seans, wybór jest prosty i zarazem nie: albo sprawdzić, o co ten ponad milion ludzi się kłóci, albo pójść na Kuleszę, która tej jesieni gra po dwóch stronach czasu - w XIX-wiecznej Warszawie i w świecie, w którym nikt nie chce się starzeć. Kino w Polsce na chwilę przestało być niszą dla kinomanów. Warto z tego skorzystać, zanim wszystko znowu przeniesie się na kanapę.

Tekst ukazał się w numerze 1 tygodnika Dygot (13 października 2026).

Źródła (25)

Więcej z tego numeru