Wtorek, 20 października 2026 RSS
Publicystyka

Meta skreśliła jedno słowo. Problem wydawców został w regulaminie

Nowy regulamin Mety dla kont firmowych, który wchodzi w życie 30 października, w pierwszej wersji pozwalał jej crawlować strony wydawców i trenować na nich AI. Po fali krytyki, jeszcze przed tą datą, z tekstu zniknęło słowo „train”. Zgoda wymuszana kliknięciem została - i to ona jest prawdziwym tematem.

Piotr Olszewski

20 października 2026 · 7 min czytania

Kampus Facebooka (dziś Meta) w Menlo Park w Kalifornii, widok z lotu ptaka, wrzesień 2019. Stąd wychodzą regulaminy, które akceptuje praktycznie każda redakcja na świecie · Fot. Pi.1415926535 / Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0

Stephen Beale prowadzi The Steampunk Explorer, niszowy serwis o retrofuturystycznej odmianie science fiction. Jego czytelnicy są starsi, siedzą na Facebooku i tam dowiadują się o wszystkim, od nowych tekstów po zloty. Na początku października Beale otworzył panel Meta Business Suite i zobaczył powiadomienie o zmianie warunków handlowych. Przeczytał je - co samo w sobie jest rzadkością - i napisał do Nieman Lab. „Wiem, że moja strona została zescrapowana na śmierć” - powiedział potem dziennikarzom. Ale tym razem chodziło o coś innego niż zwykły bot: o to, że sama obecność na Facebooku miała oznaczać zgodę.

Tak zaczęła się najkrótsza i najbardziej pouczająca afera regulaminowa tej jesieni.

Co dokładnie napisała Meta

Nowe warunki komercyjne Mety (Commercial Terms) wchodzą w życie 30 października 2026 roku. Obejmują konta firmowe, czyli wszystkich, którzy zarządzają stronami i grupami, puszczają reklamy, wysyłają wiadomości marketingowe albo korzystają z panelu dla firm. Nieman Lab zauważa, że praktycznie każda redakcja ma przynajmniej jedno takie konto. Nieman Lab też.

Kluczowy akapit, w wersji opublikowanej na początku października, brzmiał tak (w moim tłumaczeniu): użytkownik upoważnia Metę lub każdy podmiot działający w jej imieniu do używania zautomatyzowanego oprogramowania - scraperów, botów, robotów, pająków, crawlerów i agentów użytkownika - oraz do tworzenia „poświadczeń testowych”, by indeksować, kopiować i pobierać zawartość domen „powiązanych” z jego produktami lub usługami, a także okresowo ściągać z nich aktualizacje. Dalej: Meta może używać tych treści, by „dostarczać, rozwijać, ulepszać, badać, trenować i chronić integralność” swoich produktów. A wśród produktów Mety, jak przypomina Nieman Lab, figuruje „AI at Meta”.

Kampus Facebooka (dziś Meta) w Menlo Park w Kalifornii, widok z lotu ptaka, wrzesień 2019. Stąd wychodzą regulaminy, które akceptuje praktycznie każda redakcja na świecie
Kampus Facebooka (dziś Meta) w Menlo Park w Kalifornii, widok z lotu ptaka, wrzesień 2019. Stąd wychodzą regulaminy, które akceptuje praktycznie każda redakcja na świecie Fot. Pi.1415926535 / Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0

Trzech prawników, którym Nieman Lab pokazał ten tekst, czytało go podobnie. James Grimmelmann z Cornell Law School powiedział, że dla wydawców to „wyraźne pozwolenie” na trenowanie AI na dowolnych treściach z ich stron, a w najszerszej interpretacji - na zbudowanie archiwum, które Meta mogłaby potem podawać użytkownikom bezpośrednio albo przez AI, nawet w konkurencji z samymi wydawcami. Matt Topic z kancelarii Loevy & Loevy nazwał to „niezwykłym zapisem do ukrycia w regulaminie”, bo daje dostęp do materiału, który na rynku licencji kosztowałby „wiele milionów dolarów”. Benjamin Sobel z University of Wisconsin przywołał pojęcie z prawa antymonopolowego: wiązanie. Chcesz korzystać z narzędzi firmowych - przyjmij też crawlowanie.

Grimmelmann zwrócił uwagę jeszcze na jeden szczegół: „poświadczenia testowe” technicznie pozwalałyby Mecie założyć fałszywe konto i obejść ścianę rejestracji. Meta nie odpowiedziała Nieman Lab, czy dotyczy to także treści płatnych.

Opcji wyłączenia nie było. Powiadomienie mówiło wprost: jeśli nie zgadzasz się na nowe warunki, przestań używać naszych produktów do celów biznesowych.

Jedno słowo mniej

Tekst Nieman Lab ukazał się 15 października. Reakcja była szybka. Danielle Coffey, szefowa amerykańskiego News/Media Alliance, nazwała warunki „skandalicznymi i prawdopodobnie nielegalnymi”. European Publishers Council zapowiedziała petycję do regulatorów i Komisji Europejskiej, brytyjskie News Media Association wezwało rząd do interwencji - tak relacjonuje Quartz za Nieman Lab.

Meta najpierw zaprzeczała. Andy Stone, wiceprezes ds. komunikacji, i rzecznik Daniel Roberts mówili, że nic się nie zmienia w sposobie używania crawlerów, a sugestie przeciwne są „fałszywe”. Potem, 16-17 października (źródła podają różne daty), firma poprawiła tekst. Z listy dozwolonych zastosowań wypadło słowo „train”, a cel zawężono do „produktów reklamowych i biznesowych”. Roberts przekazał The Verge: „Usłyszeliśmy was i chcemy wyjaśnić”, crawlowanie dotyczyło tylko reklam i produktów biznesowych, właściciele treści nadal mogą sygnalizować preferencje plikiem robots.txt, a nowe zapisy „nie dają nam nowych praw”.

Brzmi jak happy end. Nie jest.

Serwer w standardzie Open Compute, projektu sprzętowego zainicjowanego przez Facebooka. Treści pobierane przez crawlery lądują w takich maszynach
Serwer w standardzie Open Compute, projektu sprzętowego zainicjowanego przez Facebooka. Treści pobierane przez crawlery lądują w takich maszynach Fot. Robert.Harker / Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0

Po pierwsze, upoważnienie do crawlowania wszystkich „powiązanych” domen zostało. Grimmelmann po poprawce mówił Nieman Lab, że zmiana „nic nie ogranicza” w zapisie, który pozwala zescrapować całe serwisy. Topic dodał, że skoro Meta nadal może używać treści, by „rozwijać” dowolny produkt biznesowy, to jego zdaniem „develop” jest na tyle szerokie, że mieści w sobie „train”. Po drugie, według Nieman Lab w poprawionym tekście nie ma żadnego zobowiązania do respektowania robots.txt - jest tylko zapewnienie rzecznika w mailu do mediów. Po trzecie, serwis PPC Land sprawdził 18 października brytyjską wersję podglądu warunków i słowo „train” wciąż tam było. FourWeekMBA dzień później pisał, że zniknęło z wersji amerykańskiej, ale nie z brytyjskiej. Który tekst obowiązuje w Unii, nie udało mi się ustalić.

PPC Land wskazuje też na techniczny szczegół, który wiele tłumaczy: crawler Mety do trenowania AI, meta-externalagent, ma według tego serwisu jeden token w robots.txt dla trenowania i indeksowania. Kto chce zablokować jedno, blokuje oba.

Płacę tym, których się boję

W tej historii jest ironia, którą łatwo przeoczyć. W grudniu 2025 roku Meta ogłosiła płatne umowy na dane z wydawcami: CNN, Fox News, USA Today, People, The Daily Caller, Washington Examiner, Le Monde. Kwot nie ujawniono. Meta płaci więc dużym, którzy mają prawników i siłę negocjacyjną. Wszystkim pozostałym - lokalnym gazetom, niszowym serwisom, blogom takim jak Beale'a - proponuje regulamin.

To jest właściwa teza tej afery: rynek licencji na treści dla AI dzieli się na dwie klasy. Pierwsza dostaje umowę. Druga dostaje okienko „akceptuję”. I to druga klasa jest zdecydowaną większością.

Prawo do sprzeciwu, które można wykonać tylko przez zniknięcie, nie jest wyborem, tylko groźbą wypowiedzianą uprzejmie.

Jak to wygląda z Polski

Polska Izba Wydawców 19 października opisała sprawę na swojej stronie, powołując się na Nieman Lab i INMA. Jej wniosek jest trzeźwy: mimo zmiany wydawcy stoją przed „twardym wyborem” - zgoda na szeroki scraping albo rezygnacja z obecności na Facebooku i Instagramie. Izba sugeruje, że warto rozważyć, czy strony w ogóle mają zostać na platformach społecznościowych.

Na papierze europejski wydawca jest w lepszej sytuacji niż amerykański. Dyrektywa o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym z 2019 roku wprowadziła w artykule 4 wyjątek dla eksploracji tekstów i danych (TDM) - z prawem do zastrzeżenia. W Polsce wdrożyła go nowelizacja z 26 lipca 2024 roku, obowiązująca od 20 września 2024. Nowy art. 26³ ustawy o prawie autorskim mówi: wolno zwielokrotniać rozpowszechnione utwory w celu eksploracji tekstów i danych, „chyba że uprawniony zastrzegł inaczej”. Dla treści w sieci zastrzeżenie musi być wyraźne i zapisane w formacie nadającym się do odczytu maszynowego. Unijny AI Act w artykule 53 każe dostawcom modeli ogólnego przeznaczenia mieć politykę przestrzegania takich zastrzeżeń.

Brzmi solidnie, dopóki nie zada się pytania, które ta afera stawia wprost: co się dzieje, gdy wydawca zastrzeże TDM w robots.txt, a jednocześnie podpisze regulamin, w którym upoważnia platformę do crawlowania swojej domeny? Czy umowa wygrywa z zastrzeżeniem? Prawnicy cytowani przez Nieman Lab ostrzegali, że Meta mogłaby argumentować, iż warunki handlowe mają pierwszeństwo przed instrukcjami blokującymi. Nie wiem, jak rozstrzygnąłby to polski sąd. Wiem, że wydawca, który chce to sprawdzić, musi najpierw zapłacić za proces z jedną z największych firm świata.

Redakcja „Gazety Lubuskiej”, 2011 rok. Lokalne dzienniki żyją z ruchu z mediów społecznościowych i to one mają najmniej siły negocjacyjnej wobec platform
Redakcja „Gazety Lubuskiej”, 2011 rok. Lokalne dzienniki żyją z ruchu z mediów społecznościowych i to one mają najmniej siły negocjacyjnej wobec platform Fot. Paweł Janczaruk / Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0

Opt-out to za mało

Parlament Europejski widzi ten problem od dawna. 10 marca 2026 roku przyjął rezolucję o prawie autorskim i generatywnej AI - 460 głosów za, 71 przeciw, 88 wstrzymujących się. Posłowie stwierdzili, że stosowanie dyrektywy do trenowania AI pozostaje niejasne. Chcą kilku ustandaryzowanych, maszynowo czytelnych formatów zastrzeżeń, prowadzonych przez zaufanego pośrednika, najlepiej EUIPO. Chcą domniemania, że utwory zostały użyte, jeśli dostawca nie spełni wymogów przejrzystości. I chcą, by Komisja zbadała, jak zapewnić wydawcom prasy godziwe wynagrodzenie, gdy AI odbiera im ruch, ze szczególnym uwzględnieniem mediów lokalnych.

Rezolucja nie jest wiążąca. Ale trafia w sedno: model opt-out zakłada, że wydawca i firma technologiczna są równorzędnymi stronami, a sprzeciw to neutralna flaga w pliku tekstowym. Afera z regulaminem Mety pokazuje, że tak nie jest. Gdy platforma, od której zależy twój ruch, może uzależnić dostęp od zgody na crawlowanie, opt-out zamienia się w opt-in pod przymusem. Tego nie naprawi lepszy format robots.txt.

Uczciwie trzeba dodać, że o pierwotną treść zapisu nadal można się spierać. Meta twierdzi, że tylko zebrała w jednym miejscu uprawnienia rozproszone wcześniej po różnych regulaminach, a jej sposób crawlowania się nie zmienia. Możliwe. Tylko że jeśli nic się nie zmienia, to po co przez dwa dni w tekście stało słowo „trenować”? I po co zostało całe upoważnienie, skoro słowo zniknęło?

Co dalej

Warunki wchodzą w życie 30 października. Stephen Beale mówił Nieman Lab, że poważnie rozważa zamknięcie kont przed tą datą, bo nie chce, by Meta „uszła z tym na sucho”. Duzi wydawcy tego nie zrobią - Facebook to dla nich za duży kawałek ruchu. Mali też raczej nie, bo dla nich to często jedyny kanał.

I tu jest puenta, która wykracza poza Metę. Najważniejsze decyzje o tym, na czym trenuje się sztuczną inteligencję, nie zapadają dziś w sądach ani w Brukseli. Zapadają w akapitach regulaminów, które nikt nie czyta, bo wszyscy wiedzą, że i tak trzeba je zaakceptować. Jedno słowo da się skreślić w dwa dni. Układ sił - znacznie trudniej.

Źródła (11)

Czytaj też